czwartek, 28 maja 2026
Psi PatrOl 24
Polityka·Wiadomość

BEZPIECZEŃSTWO CZY ZAWIESZENIE PRAWA?

Rząd przedłużył o kolejne 60 dni ograniczenie prawa do złożenia wniosku o ochronę międzynarodową na granicy z Białorusią. MSWiA mówi o skuteczności, spadku presji migracyjnej i zerze udanych przejść w I kwartale 2026 r. To realny temat bezpieczeństwa, ale też test państwa prawa: czy instrument wyjątkowy nie stał się zwykłym narzędziem polityki granicznej.

Michał K. · Redaktor prowadzący
26 maja 2026 23:45 · 2 min czytania

FAKT. Rozporządzenie Rady Ministrów z 18 maja 2026 r., ogłoszone w Dzienniku Ustaw 20 maja, przedłużyło od 21 maja na kolejne 60 dni czasowe ograniczenie prawa do złożenia wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej na granicy państwowej z Republiką Białorusi. MSWiA podaje, że to już siódme przedłużenie od wprowadzenia mechanizmu w marcu 2025 r. Rząd uzasadnia decyzję bezpieczeństwem. W komunikacie MSWiA pojawia się argument instrumentalizacji migracji, udziału białoruskich służb w działaniach przeciwko polskim funkcjonariuszom oraz spadku liczby prób nielegalnego przekroczenia granicy. Resort wskazuje, że w I kwartale 2026 r. liczba udanych przejść wyniosła zero, a między 27 marca 2025 r. i 19 maja 2026 r. nie przyjęto wniosków od 480 cudzoziemców, przyjmując jednocześnie wnioski od 141 osób z grup wrażliwych. ANALIZA. Nie wolno udawać, że granica polsko-białoruska jest zwykłym przejściem administracyjnym. Od 2021 r. mamy tam element presji politycznej, działania służb białoruskich, ryzyko przemocy i realne obciążenie dla Straży Granicznej, wojska, policji oraz mieszkańców pogranicza. Państwo, które nie potrafi zabezpieczyć granicy, traci wiarygodność. Ale państwo, które dla zabezpieczenia granicy rozciąga wyjątek bez twardej kontroli, traci coś równie ważnego: zaufanie do własnego prawa. CO WYNIKA Z PRZEPISÓW. Urząd do Spraw Cudzoziemców wyjaśnia, że ograniczenie może być stosowane, gdy łącznie występuje instrumentalizacja migracji, poważne i rzeczywiste zagrożenie dla bezpieczeństwa oraz niezbędność środka wobec niewystarczalności innych narzędzi. W czasie i miejscu obowiązywania ograniczenia Straż Graniczna nie przyjmuje wniosku o ochronę międzynarodową. Ustawa przewiduje jednak wyjątki, m.in. dla małoletnich bez opieki, kobiet w ciąży, osób wymagających szczególnego traktowania, osób zagrożonych poważną krzywdą oraz obywateli państwa stosującego instrumentalizację. GDZIE JEST NIESPÓJNOŚĆ. Rząd mówi o czasowości, ale mechanizm jest przedłużany regularnie. Słowo „czasowe” zaczyna brzmieć inaczej, gdy obywatel słyszy o kolejnym sześćdziesięciodniowym okresie i siódmym przedłużeniu. Można uznać, że przyczyny nadal trwają. Ale wtedy rząd powinien pokazać pełniejszy bilans: nie tylko liczbę zablokowanych wniosków i spadek przejść, lecz także sposób identyfikowania grup wrażliwych, kontrolę decyzji Straży Granicznej, liczbę odwołań i informacje o tym, jak państwo zapobiega błędnemu zawróceniu osoby potrzebującej ochrony. KTO JEST ODPOWIEDZIALNY. Politycznie odpowiedzialna jest Rada Ministrów, która wydaje rozporządzenie, oraz MSWiA, które wnioskuje i uzasadnia decyzję. Sejm ponosi odpowiedzialność za zgodę na przedłużenie. Straż Graniczna odpowiada za praktyczne stosowanie ograniczenia na granicy, a Urząd do Spraw Cudzoziemców za szerszy system ochrony. To nie jest odpowiedzialność abstrakcyjna. Właśnie w takich sprawach pojedyncza decyzja funkcjonariusza może oznaczać różnicę między ochroną a zawróceniem człowieka w miejsce realnego ryzyka. Rzecznik Praw Obywatelskich w wystąpieniu do MSWiA wskazywał zastrzeżenia wobec praktyki rozszerzającego stosowania przepisów. Zwracał uwagę, że ograniczenie konstytucyjnych praw jednostek nie może wynikać z wewnętrznego stanowiska ministerstwa przekazywanego służbom, lecz musi mieć podstawę w powszechnie obowiązującym prawie. To kluczowy punkt: bezpieczeństwo nie anuluje zasady legalizmu. W państwie prawa funkcjonariusz ma działać według normy, a nie według politycznego nastroju. DLACZEGO TO WAŻNE DLA OBYWATELA. Dla wielu Polaków sprawa wydaje się odległa: dotyczy ludzi na granicy, często bez dokumentów, wciągniętych w cyniczną grę reżimu Łukaszenki. Ale mechanizm dotyczy wszystkich. Jeżeli władza nauczy się, że wystarczy słowo „bezpieczeństwo”, aby obywatel przestał pytać o procedurę, to ten sposób rządzenia może wrócić w innych obszarach. Państwo silne to nie państwo, które ignoruje wyjątki humanitarne. Państwo silne to państwo, które potrafi odróżnić agresję hybrydową od indywidualnej potrzeby ochrony. SZERSZY KONTEKST. Organizacje praw człowieka, w tym Amnesty International i Human Rights Watch, konsekwentnie krytykują ten kierunek, wskazując na ryzyko naruszenia zasady non-refoulement oraz niewystarczającą ochronę osób szczególnie wrażliwych. Rząd ma prawo nie zgadzać się z tą oceną. Nie ma jednak prawa udawać, że taki spór nie istnieje. Jeżeli ograniczenie ma być utrzymane, powinno być poddane maksymalnej przejrzystości: z danymi, procedurą kontroli, informacją o wyjątkach i jasną odpowiedzialnością za każdy błąd. Analiza mechanizmu manipulacji lub komunikacji. Mechanizm komunikacji można nazwać bezpieczeństwem jako wygaszaczem pytań. Najpierw władza wskazuje realne zagrożenie: instrumentalizację migracji, działania białoruskich służb, ataki na funkcjonariuszy i presję na granicę. To nie jest fikcja. Następnie z tej diagnozy wyprowadza wniosek, że ograniczenie procedury azylowej jest oczywistym narzędziem ochrony. Obywatel ma wtedy nie pytać o szczegóły, bo samo pytanie może wyglądać jak osłabianie bezpieczeństwa. Druga technika to selektywne dane. Liczby podane przez MSWiA są ważne: zero udanych przekroczeń w I kwartale, 480 nieprzyjętych wniosków, 141 przyjętych od osób z grup wrażliwych. Problem w tym, że same liczby nie pokazują jakości procedury. Nie mówią, jak rozpoznano osoby wrażliwe, ile decyzji było wątpliwych, czy ktoś próbował skarżyć odmowę, jak wyglądała dokumentacja i czy niezależny organ mógł szybko sprawdzić działanie służb. Dane bez procedury tworzą wrażenie skuteczności, ale nie dowodzą sprawiedliwości. Trzecia technika to seryjna tymczasowość. Wyjątek jest łatwiejszy do zaakceptowania, gdy nazywa się go czasowym. Jeżeli jednak mechanizm jest odnawiany co 60 dni, obywatel powinien pytać, czy nadal mówimy o sytuacji nadzwyczajnej, czy o nowym standardzie polityki państwa. Tymczasowość, która powtarza się regularnie, wymaga jeszcze większej kontroli, bo pozwala władzy utrzymywać stan wyjątkowy bez nazywania go stanem wyjątkowym. Czwarta technika to depersonalizacja migrantów. W komunikacji dominują pojęcia presji, szlaku, instrumentalizacji, hybrydy i ochrony granicy. To są pojęcia potrzebne, ale mogą zasłonić człowieka. A procedura azylowa istnieje właśnie po to, by w masie przypadków wyłowić sprawę indywidualną: dziecko bez opieki, kobietę w ciąży, osobę chorą, ofiarę przemocy albo człowieka, któremu po zawróceniu grozi poważna krzywda. Dlaczego obywatel może dać się na to nabrać? Bo bezpieczeństwo jest emocją natychmiastową. Ludzie mają dość chaosu, obrazów agresji na granicy i politycznej bezradności. Gdy rząd pokazuje proste narzędzie oraz liczby spadku presji, odbiorca naturalnie wybiera porządek. Tyle że dojrzałe państwo nie każe wybierać między porządkiem a procedurą. Porządek bez procedury jest tylko administracyjną przewagą silniejszego. Jak rozpoznać podobną technikę w przyszłości? Trzeba zadać kilka pytań: jakie prawo jest ograniczane, kto podejmuje decyzję, gdzie jest ścieżka odwoławcza, kto kontroluje funkcjonariuszy, jakie dane są publikowane, jak chronione są grupy wrażliwe i kiedy środek naprawdę przestanie obowiązywać. Interes polityczny jest jasny: rząd pokazuje twardość i sprawczość na granicy. Skutek społeczny może być jednak kosztowny, jeśli obywatel przyzwyczai się, że prawa można zawieszać seriami, a kontrolę zastępować komunikatem o skuteczności.

Moja ocena: rząd ma prawo i obowiązek bronić polskiej granicy, bo białoruska operacja migracyjna nie jest zwykłą migracją. Ale właśnie dlatego państwo powinno być maksymalnie precyzyjne. Im trudniejsza sytuacja, tym bardziej potrzebne są procedury, dokumentowanie decyzji i niezależna kontrola. Największym błędem komunikacji rządu jest przedstawianie ograniczenia jako niemal technicznej konsekwencji skuteczności. To nie jest technikalia. To decyzja o ograniczeniu dostępu do procedury ochronnej na granicy. Można jej bronić politycznie, ale trzeba ją stale uzasadniać prawnie, liczbowo i humanitarnie. Bez tego bezpieczeństwo staje się hasłem, pod którym obywatel nie widzi ceny.

Granica państwa nie kończy się tam, gdzie zaczyna się prawo. Granica ma być strzeżona właśnie dlatego, że państwo ma prawo, a nie tylko przewagę siły.

Twoja reakcja
#Bezpieczeństwo
Michał K.
Redaktor prowadzący

Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.

Czytaj również

Alarmy bombowe i państwo z kartonu: kiedy ofiary były terroryzowane, a władza udawała, że procedury wystarczą.

Najpierw były masowe wiadomości do szkół, przedszkoli i instytucji. Potem zgłoszenia zaczęły wyglądać bardziej personalnie: adresy, mieszkania, konkretne osoby, rodziny, politycy, dziennikarze i publicyści. W marcu 2026 r. media opisywały kaskadowe alarmy w placówkach oświatowych. W maju 2026 r. opinia publiczna dostała już coś cięższego: sekwencję fałszywych zgłoszeń, które nie tylko angażowały służby, ale wchodziły ludziom do domów przez drzwi, okna, procedury i nerwy.

28 maja 2026 · 5 min

LEX SZARLATAN: OCHRONA PACJENTA CZY NOWA GRANICA KONTROLI?

Rząd przyjął projekt „lex szarlatan”, który ma dać Rzecznikowi Praw Pacjenta ostrzeżenia publiczne, decyzje tymczasowe i kary do 1 mln zł za praktyki pseudomedyczne. To potrzebna reakcja na rynek fałszywych terapii, suplementowych cudów i sprzedaży nadziei ciężko chorym. Ale im mocniejsza nazwa ustawy, tym większy obowiązek precyzji: państwo nie może walczyć z oszustwem narzędziem, które obywatel zrozumie dopiero po ukaraniu.

27 maja 2026 · 1 min

Dobre ustawy na konferencji, dziurawe przepisy w praktyce? Banki i onkologia wymagają poprawek

W projektach UC96 i UD258 nie chodzi wyłącznie o techniczne porządki w bankach i Krajowej Sieci Onkologicznej. Pod spodem pracuje mechanizm znacznie ważniejszy: więcej decyzji w centrum, więcej danych w systemach, więcej obietnic sprawności i zbyt mało twardych zabezpieczeń dla tych, którzy za błędy zapłacą pierwsi. W bankowości będą to mniejsze instytucje i klienci; w onkologii - pacjent, który nie ma czasu na administracyjne wygibasy. Państwo znów mówi: "zaufajcie nam". Problem w tym, że dobra kontrola nie polega na zaufaniu, tylko na sprawdzalności.

27 maja 2026 · 4 min