Doradca zniknął z listy, rolnik został z wnioskiem. UD253 pokazuje, jak procedura potrafi odciąć ludzi od pomocy.
Projekt UD253 trafił 28 maja 2026 r. na Stały Komitet Rady Ministrów i dotyczy sprawy, która brzmi technicznie tylko do pierwszego terminu w ARiMR. Rząd przyznaje, że duża liczba doradców rolniczych i ekspertów przyrodniczych została skreślona z list, często z powodów losowych: choroby, zwolnienia, urlopu macierzyńskiego albo niedotrzymania formalnego terminu. Skutek jest praktyczny: rolnik może mieć prawo do instrumentu WPR, ale problem ze znalezieniem osoby, która pomoże mu przejść przez dokumentację.

UD253 pokazuje mechanizm, w którym administracja najpierw buduje formalną bramkę dostępu do doradztwa, a potem musi ją rozszczelniać, bo własna procedura odcięła część ludzi z doświadczeniem.
Na posiedzeniu Stałego Komitetu Rady Ministrów 28 maja 2026 r. znalazł się projekt UD253, czyli projekt ustawy o zmianie ustawy o Planie Strategicznym dla Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023-2027. Wnioskodawcą jest Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi. To nie jest duża reforma dopłat ani głośny spór o pieniądze z Brukseli. To projekt o ludziach, którzy mają pomagać rolnikom przejść przez system: doradcach rolniczych i ekspertach przyrodniczych wpisywanych na listy prowadzone przez dyrektora Centrum Doradztwa Rolniczego.
KPRM pisze wprost, że celem projektu jest zapewnienie możliwie szerokiego dostępu do usług doradczych rolnikom w zakresie Planu Strategicznego WPR. Dostęp ten zależy od liczby doradców i ekspertów wpisanych na listy. Problem powstał dlatego, że duża liczba osób została skreślona, a rolnicy sygnalizują potrzebę nowelizacji przepisów w związku z naborami wniosków prowadzonymi przez ARiMR.
Najczęstsze powody skreśleń, według opisu projektu, były przyczynami losowymi: długotrwała choroba, zwolnienie lekarskie, urlop macierzyński, brak udziału w szkoleniu uzupełniającym, niezdanie egzaminu uzupełniającego albo niezłożenie w terminie oświadczenia o bezstronności. W efekcie system, który miał pilnować kwalifikacji i bezstronności, zaczął usuwać z obiegu także osoby, które miały wiedzę, doświadczenie i wcześniejsze uprawnienia.
Po stronie państwa występuje Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Centrum Doradztwa Rolniczego, ARiMR oraz administracja odpowiedzialna za wdrażanie Planu Strategicznego WPR. Osobą odpowiedzialną za opracowanie projektu wskazaną w wykazie KPRM jest Adam Nowak, podsekretarz stanu w resorcie rolnictwa.
Po stronie społecznej występują rolnicy ubiegający się o płatności i wsparcie w ramach WPR, doradcy rolniczy, doradcy ze specjalizacją rolnośrodowiskową, eksperci przyrodniczy, ośrodki doradztwa rolniczego oraz osoby, które wcześniej pracowały w systemie, ale wypadły z listy z powodów formalnych lub losowych. To nie jest konflikt abstrakcyjnych urzędów. To spór o to, czy rolnik w terminie znajdzie człowieka, który zna procedury lepiej niż on.
KPRM wskazuje, że usługi doradcze w ramach PS WPR świadczą osoby fizyczne wpisane na listę doradców rolniczych, a w części dotyczącej dokumentacji przyrodniczej i planów działalności rolnośrodowiskowej także osoby wpisane na listę ekspertów przyrodniczych. Listy prowadzi dyrektor Centrum Doradztwa Rolniczego. CDR prowadzi publiczną listę doradców i ekspertów działającą w logice wyszukiwania uprawnień, co potwierdza, że wpis na listę nie jest ozdobą administracyjną, ale warunkiem realnego wykonywania usługi.
ARiMR w zasadach przyznawania płatności rolno-środowiskowo-klimatycznych wskazuje, że rolnik lub zarządca musi posiadać plan działalności rolnośrodowiskowej sporządzony na formularzu ARiMR przy udziale doradcy rolniczego ze specjalizacją rolnośrodowiskową lub eksperta przyrodniczego. W określonych interwencjach musi też posiadać dokumentację przyrodniczą sporządzoną przez eksperta przyrodniczego.
To znaczy, że brak doradcy nie jest niewygodą porównywalną z brakiem wolnego terminu u księgowego. W niektórych instrumentach WPR doradca albo ekspert staje się elementem procedury dostępu do pieniędzy. Jeżeli lista jest za wąska, a terminy naborów biegną, problem nie zostaje po stronie skreślonego doradcy. Schodzi na gospodarstwo.
Projekt proponuje umożliwienie ponownego wpisu osobom skreślonym, które były wpisane na listy na podstawie przepisów obowiązujących do 2023 r. i mają co najmniej 10-letnie doświadczenie w świadczeniu usług doradczych rolnikom albo doświadczenie przyrodnicze. Dotyczy to także osób ze średnim wykształceniem, mimo że obecne przepisy wymagają wyższego. Projekt przewiduje również rozszerzenie katalogu kierunków studiów i uwzględnienie siły wyższej w procedurze szkoleń, egzaminów oraz prowadzenia list. Mechanizm sprawy: lista jako bramka do pieniędzy. Mechanizm UD253 jest prosty, ale bardzo wymowny. Najpierw państwo tworzy system WPR, w którym część działań wymaga specjalistycznej dokumentacji i udziału doradcy lub eksperta. Następnie państwo tworzy listę osób uprawnionych do świadczenia takich usług. Potem wprowadza szkolenia, egzaminy, oświadczenia i terminy, które mają potwierdzać jakość oraz bezstronność usług.
Do tego momentu logika jest zrozumiała. Rolnik nie powinien dostawać przypadkowej pomocy od osoby bez kompetencji. Państwo ma prawo pilnować jakości doradztwa, zwłaszcza gdy chodzi o środki unijne, wymogi środowiskowe, siedliska przyrodnicze, zobowiązania rolnośrodowiskowo-klimatyczne i odpowiedzialność za prawidłowe wydatkowanie pieniędzy.
Problem zaczyna się wtedy, gdy filtr jakości zamienia się w zbyt sztywny filtr formalny. Człowiek wypada z listy, bo nie zmieścił się w terminie, był na zwolnieniu, chorował albo korzystał z urlopu macierzyńskiego. System nie rozróżnia wystarczająco dobrze braku kompetencji od braku formalnej możliwości wykonania czynności w czasie. W efekcie rolnik, który potrzebuje wsparcia, odczuwa nie troskę państwa o jakość, tylko brak ludzi.
Projekt próbuje naprawić właśnie tę bramkę. Państwo mówi: jeśli ktoś ma co najmniej 10 lat doświadczenia, był wcześniej w systemie i spełni wymagane warunki, powinien móc wrócić. To zdroworozsądkowe rozwiązanie, ale jednocześnie przyznanie, że wcześniejsza konstrukcja procedury mogła być zbyt bezwzględna wobec rzeczywistości.
Napięcie nie polega na tym, że listy doradców są złe. Przeciwnie, przy pieniądzach publicznych i unijnych potrzebna jest kontrola kwalifikacji, konfliktu interesów i jakości dokumentacji. Bez tego łatwo o chaos, nierzetelne plany, błędy w wnioskach i ryzyko korekt finansowych. Napięcie polega na proporcji. Jeżeli procedura ma chronić rolnika przed słabym doradztwem, nie może równocześnie pozbawiać go dostępu do doradców z doświadczeniem tylko dlatego, że administracyjny rytm szkolenia i oświadczenia nie wytrzymał zderzenia z chorobą, macierzyństwem albo innymi zdarzeniami losowymi. Państwo prawa nie powinno mylić porządku z automatem.
Największa niespójność jest komunikacyjna. Rząd mówi o zapewnieniu szerokiego dostępu do doradztwa. Jednocześnie samo uzasadnienie projektu pokazuje, że wcześniejsze przepisy ten dostęp ograniczyły. To nie musi być polityczna wina jednej osoby. To jest problem konstrukcji systemu, który zbyt późno zobaczył człowieka stojącego za wpisem na liście.
Pierwszy mechanizm komunikacyjny to język neutralnej korekty. Projekt wygląda jak techniczna nowelizacja: lista, szkolenie, egzamin, oświadczenie, specjalizacja, wpis. Ten język uspokaja, bo sugeruje, że chodzi o drobną regulację branżową. W praktyce za tymi słowami stoi dostęp do usług, od których może zależeć skuteczne złożenie wniosku i wejście rolnika w określone instrumenty WPR.
Drugi mechanizm to przerzucenie skutku z administracji na użytkownika systemu. Rolnik nie projektował list, szkoleń ani terminów. Nie decydował, kto został skreślony. A jednak to on może odczuć skutek niedoboru doradców wtedy, gdy zbliża się nabór, termin planu lub konieczność skompletowania dokumentacji. Tak działa cicha administracyjna odpowiedzialność: decyzja zapada w systemie, koszt pojawia się w gospodarstwie.
Trzeci mechanizm to zasłonięcie ludzkiego kosztu słowem „skreślenie”. Skreślenie brzmi jak neutralna czynność biurowa. W rzeczywistości może oznaczać utratę możliwości pracy dla doradcy i utrudnienie dostępu do pomocy dla rolnika. Jeżeli powodem było wieloletnie zaniedbanie, brak kompetencji albo konflikt interesów, skreślenie może być konieczne. Jeżeli powodem była choroba albo macierzyństwo, państwo powinno bardzo ostrożnie używać administracyjnej gumki. Obywatel może rozpoznać podobną technikę po prostym sygnale: kiedy urząd mówi o porządkowaniu rejestru, trzeba zapytać, kto traci dostęp do usługi i kto płaci za lukę w czasie między skreśleniem a naprawą przepisów.
Dla rolnika WPR nie jest teorią integracji europejskiej. To kalendarz naborów, formularze, załączniki, wymogi, mapy, zobowiązania, kontrole i ryzyko błędu. Im bardziej specjalistyczna interwencja, tym większe znaczenie ma ktoś, kto potrafi przetłumaczyć przepisy na praktykę gospodarstwa.
W płatnościach rolno-środowiskowo-klimatycznych i dokumentacji przyrodniczej doradca albo ekspert nie jest luksusem. Jest elementem systemu. Pomaga ustalić, czy gospodarstwo spełnia warunki, jak przygotować plan, jak opisać działki, jak uniknąć błędów i jak nie wejść w zobowiązanie, którego potem nie da się poprawnie wykonać.
Jeżeli takich osób brakuje, najmocniej traci nie ten, kto zna system od środka, ale ten, kto jest dalej od centrum doradczego: małe gospodarstwo, rolnik w gminie z mniejszą dostępnością usług, osoba starsza, ktoś, kto nie ma stałego kontaktu z profesjonalnym doradcą. Formalnie program jest otwarty. Praktycznie może być trudniejszy dla tych, którzy nie mają pod ręką człowieka od procedury.
Moim zdaniem UD253 jest projektem potrzebnym, ale nie powinien być przedstawiany wyłącznie jako dobra korekta techniczna. To również sygnał ostrzegawczy dla administracji: jeśli procedura kwalifikacyjna wyrzuca z systemu ludzi z wieloletnim doświadczeniem z powodów losowych, to znaczy, że procedura była zbyt mało odporna na życie. Państwo ma prawo wymagać szkoleń, egzaminów i oświadczeń o bezstronności. Ma nawet obowiązek to robić, bo w grę wchodzą publiczne pieniądze i zaufanie do systemu WPR. Ale państwo powinno projektować reguły tak, aby odróżniały brak kompetencji od choroby, macierzyństwa albo losowej niemożności udziału w szkoleniu. W przeciwnym razie formalizm udaje jakość.
Najbardziej niepokojący jest moment, w którym rząd sam przyznaje, że rolnicy sygnalizują problem dostępu do usług doradczych. To znaczy, że problem wyszedł poza listę i dotknął praktyki składania wniosków. Naprawa jest konieczna, ale warto zapytać, dlaczego dopiero teraz system dostrzega, że skreślony doradca to nie tylko usunięty rekord, lecz także brakująca pomoc przy konkretnym gospodarstwie.
Jeżeli projekt zostanie przyjęty, część osób z doświadczeniem będzie mogła wrócić na listy, a tym samym zwiększyć dostępność usług doradczych i ekspertów przyrodniczych. Kluczowe będzie jednak tempo. Przy naborach ARiMR czas ma znaczenie. Nawet dobre przepisy uchwalone zbyt późno mogą nie pomóc rolnikowi, który potrzebował doradcy w konkretnym tygodniu.
Do dalszej weryfikacji pozostają trzy kwestie. Po pierwsze, dokładna liczba skreślonych doradców i ekspertów oraz liczba osób, które mogą wrócić na listy. Po drugie, mapa niedoborów regionalnych, bo dostęp do doradcy w praktyce zależy od miejsca. Po trzecie, ocena, czy nowe przepisy o sile wyższej realnie zabezpieczą osoby przed powtórzeniem tego problemu.
WPR nie kończy się na pieniądzach z Brukseli. Kończy się przy stole rolnika, który musi wypełnić wniosek. Jeżeli państwo zabiera mu doradcę administracyjną gumką, a potem oddaje go ustawą, to nie jest sprawność systemu. To naprawianie własnej bramki.
Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.
Czytaj również


Bilet, plan i budżet ponad gminami. Metropolia pomorska jako test nowej samorządowej władzy.
Rządowy projekt ustawy o związku metropolitalnym w województwie pomorskim ma dać Gdańskowi, Gdyni, Sopotowi i okolicznym samorządom narzędzie do wspólnego zarządzania transportem, przestrzenią i częścią inwestycji. Problem polega na tym, że pod eleganckim hasłem integracji powstaje nowy poziom realnej władzy: z własnym zarządem, urzędem, budżetem i kompetencjami, które dla obywatela mogą okazać się trudniejsze do skontrolowania niż decyzje jednej gminy.


Opieka domowa według standardu. Państwo obiecuje jakość, ale rachunek zostawia gminom.
Sejmowy druk 2611 przesuwa projekt zmian w pomocy społecznej na kolejny etap: usługi opiekuńcze w domu mają być świadczone według jednolitego standardu, a gminy mają je monitorować i oceniać. W dokumentach padają konkretne liczby: 2479 gmin, 2497 OPS i CUS, 111 537 osób korzystających z usług oraz 5994 pracowników wykonujących opiekę. Problem w tym, że państwo mówi o jakości, a w ocenie skutków regulacji nie pokazuje nowych pieniędzy.


Małe NGO kontra wielkie fundusze. Uproszczenie, które przesuwa kontrolę nad pieniędzmi społeczeństwa obywatelskiego.
Rządowy druk 2597 wygląda jak pakiet dobrych wiadomości dla trzeciego sektora: mniej obowiązkowego wkładu finansowego, wyższe limity małych dotacji i prostsze sprawozdania dla części OPP. Ale w tym samym projekcie znika Fundusz Wspierania Organizacji Pożytku Publicznego, a środki i decyzje dotyczące pieniędzy z 1,5% PIT mają przejść do szerszego funduszu zarządzanego przez Przewodniczącego Komitetu do spraw Pożytku Publicznego. To już nie jest tylko deregulacja. To zmiana mapy wpływu na pieniądze społeczeństwa obywatelskiego.


Pozwolenia rosną szybciej niż nadzór. NIK pokazuje, jak państwo traci obraz broni w obiegu.
NIK opublikowała kontrolę, która powinna zatrzymać każdą spokojną narrację o pełnym nadzorze nad bronią palną. Nowe pozwolenia wydawane przez Policję wzrosły z ponad 15 tys. w 2020 r. do prawie 46 tys. w 2024 r., a w obiegu było ponad 930 tys. zarejestrowanych sztuk broni. Problem nie polega na samym legalnym posiadaniu broni. Problem polega na tym, że państwo reglamentuje dostęp, ale według NIK nie domyka rejestrów, badań i kontroli.