sobota, 30 maja 2026
Psi PatrOl 24
Prawo·Wiadomość

Sąd szybciej, ale ciszej. Ustawa frankowa przenosi spór z sali rozpraw do procedury.

Projekt ustawy frankowej jest próbą awaryjnego odblokowania sądów. Według uzasadnienia od 2017 r. do końca I kwartału 2025 r. do sądów powszechnych wpłynęło 487 251 spraw frankowych, a w apelacjach sprawy te stanowiły 75 proc. pozostałości w repertorium ACa. Projekt przewiduje automatyczne wstrzymanie spłat po doręczeniu pozwu konsumenta, szersze posiedzenia niejawne, zeznania na piśmie, zdalnych świadków mimo sprzeciwu i zachęty do cofania spraw przez zwrot połowy opłaty. To nie jest prosta historia „banki kontra frankowicze”. To pytanie o państwo, które chce odzyskać sprawność sądów, ale musi uważać, żeby szybkość nie oznaczała procesu bez realnego wysłuchania.

Michał K. · Redaktor prowadzący
28 maja 2026 21:49 · 2 min czytania

Nie każda reforma sądów zaczyna się od wielkich haseł. Czasem zaczyna się od statystyki, która sama wygląda jak akt oskarżenia wobec systemu: setki tysięcy spraw, dziesiątki tysięcy apelacji, sądy okręgowe i apelacyjne zajęte jednym typem sporu tak mocno, że cierpią również ci, którzy z frankiem szwajcarskim nie mieli nigdy nic wspólnego.

Rządowy projekt ustawy frankowej, procedowany w Sejmie jako druk 1758, próbuje odpowiedzieć właśnie na ten problem. Nie zmienia materialnych zasad rozliczenia kredytu. Nie mówi sądowi, kto ma wygrać. Zmienia natomiast sposób prowadzenia spraw: automatyzuje wstrzymanie spłat po doręczeniu pozwu, rozszerza posiedzenia niejawne, dopuszcza zeznania na piśmie, pozwala przesłuchiwać świadków zdalnie mimo sprzeciwu, daje referendarzom część prostych decyzji i zachęca do cofania spraw zwrotem połowy opłaty.

Na 27 maja 2026 r. projekt nie jest jeszcze ustawą. Po drugim czytaniu na 58. posiedzeniu Sejmu został ponownie skierowany do komisji po zgłoszeniu poprawek. To ważne, bo w tej sprawie język musi być precyzyjny: nie opisujemy obowiązującego prawa, lecz projekt, który jest blisko politycznej decyzji, ale nadal jest w procesie legislacyjnym.

Liczby, które tłumaczą pośpiech. Uzasadnienie projektu pokazuje skalę. Od początku 2017 r. do końca I kwartału 2025 r. do sądów powszechnych wpłynęło 487 251 spraw frankowych oznaczonych symbolem 049cf. Załatwiono 291 508. Na koniec I kwartału 2025 r. w sądach apelacyjnych pozostawało 57 910 spraw frankowych w repertorium ACa, czyli 75 proc. wszystkich pozostałych tam spraw. W sądach okręgowych w I instancji sprawy frankowe stanowiły 130 438 z 298 458 spraw w repertorium C, a więc 44 proc.

To nie jest już tylko konflikt konsumenta z bankiem. To jest korek w sądownictwie. Projektodawca mówi wprost: sprawy frankowe wydłużają rozpoznawanie także innych spraw, niezależnie od ich przedmiotu. Innymi słowy, za wieloletni spór o kredyty płaci również ktoś czekający na rozstrzygnięcie zupełnie innej sprawy cywilnej.

Automat zamiast zabezpieczenia. Najsilniejszy mechanizm konsumencki znajduje się w art. 3 projektu po komisjach. Po doręczeniu pozwu bankowi obowiązek spełniania przez konsumenta świadczeń z umowy kredytu ma zostać wstrzymany z mocy prawa do prawomocnego zakończenia postępowania. Konsument nie musi już uzyskiwać osobnego zabezpieczenia, a bank nie może traktować niespłacania jako niewykonania umowy ani uruchamiać części negatywnych konsekwencji informacyjnych.

To rozwiązanie ma odciążyć sądy z masowych wniosków o zabezpieczenie. W praktyce jest to procesowy przełącznik: po doręczeniu pozwu skutek powstaje automatycznie. Dla frankowicza to ochrona przed dalszym płaceniem w czasie sporu. Dla banku to ryzyko, że sam fakt wejścia w proces zamraża strumień świadczeń. Dla sądu to mniej postanowień do wydania.

Reforma, która zamyka drzwi sali. Drugi filar projektu jest mniej widowiskowy, ale bardziej ustrojowo ciekawy. Sąd ma dostać szerszą możliwość rozpoznania sprawy na posiedzeniu niejawnym nawet wtedy, gdy strona chce być wysłuchana na rozprawie. W pierwszej instancji przewodniczący musi wskazać zasadnicze powody i dać stronom czas na pisma. W drugiej instancji sąd także może rozpoznać sprawę bez rozprawy mimo wniosku strony.

Do tego dochodzą zeznania na piśmie i zdalne przesłuchiwanie świadków mimo sprzeciwu. W założeniu ma to sens: skoro większość problemów prawnych jest już opisana w orzecznictwie TSUE i Sądu Najwyższego, sądy nie muszą za każdym razem odtwarzać całego rytuału rozprawy. Problem polega na tym, że dla obywatela rozprawa nie jest rytuałem. Jest momentem, w którym może zobaczyć państwo, zostać wysłuchany i odpowiedzieć na cudze twierdzenia nie tylko przez pełnomocnika i pismo procesowe.

Tu leży najważniejsze napięcie projektu. Sprawność jest wartością konstytucyjną, ale nie jest jedyną. Prawo do rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie trzeba pogodzić z prawem do realnego udziału w postępowaniu. Ustawa frankowa idzie w stronę modelu, w którym sąd ma mniej słuchać na żywo, a więcej czytać, porównywać i rozstrzygać. To może być skuteczne. Ale skuteczność proceduralna nie może stać się elegancką nazwą dla milczącego procesu.

Jedna sprawa zamiast kilku. Projekt próbuje też ograniczyć namnażanie sporów. Pozwala na powództwo wzajemne do końca postępowania przed sądem pierwszej instancji, a przy posiedzeniu niejawnym do wydania wyroku. Reguluje zarzut potrącenia i koszty w sytuacji, gdy potrącenie prowadzi do oddalenia części roszczenia albo cofnięcia pozwu. Logika jest prosta: jeżeli bank i konsument mają się rozliczyć, system woli jedno postępowanie zamiast kolejnych pozwów, apelacji i kasacji.

Do tego dochodzi zachęta finansowa: zwrot połowy opłaty od pozwu, apelacji albo skargi kasacyjnej, jeżeli cofnięcie nastąpi w ciągu sześciu miesięcy od wejścia ustawy w życie. Państwo nie tylko usprawnia procedurę, ale także próbuje kupić wyjście z kolejki. To nie musi być zarzut. W przeciążonym systemie ugoda i cofnięcie sprawy są realnym narzędziem odblokowania sądów. Trzeba tylko uważać, by presja na statystykę nie stała się presją na stronę słabszą.

Pytanie nie brzmi: bank czy frankowicz. Najgorszy sposób opowiedzenia tej ustawy to stary, wygodny podział: banki kontra frankowicze. Ten konflikt oczywiście istnieje, ale projekt dotyczy czegoś szerszego. Dotyczy państwa, które przez lata nie potrafiło systemowo obsłużyć skutków masowych umów, masowych pozwów i masowego orzecznictwa. Dziś próbuje naprawić to procedurą specjalną.

Taka procedura może być potrzebna. Liczby są zbyt duże, by udawać, że zwykłe zarządzanie sądami wystarczy. Ale każda ustawa specjalna ma swoją cenę. Tu ceną jest przesunięcie ciężaru z rozprawy na akta, z jawnego wysłuchania na pisemne zeznania, z pełnego trybu na szybki filtr. To nie musi być niekonstytucyjne. To musi być pilnowane.

Bo sąd szybki, ale niesłyszący, nie rozwiązuje problemu zaufania do państwa. A sąd słyszący, ale wieloletni, przestaje być realną ochroną praw. Ustawa frankowa próbuje przejść między tymi dwoma porażkami. Jej skuteczność będzie zależała nie od tego, ile spraw zniknie z tabel, lecz od tego, czy strony nadal będą miały poczucie, że ich sprawa została naprawdę rozpoznana, a nie tylko administracyjnie przetworzona.

Twoja reakcja
Michał K.
Redaktor prowadzący

Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.

Czytaj również

Rachunek dla agresora zaczyna się od składki podatnika. Polska wchodzi do komisji roszczeń dla Ukrainy.

Rząd skierował do Sejmu projekt ratyfikacji konwencji, która ma utworzyć Międzynarodową Komisję do spraw Roszczeń dla Ukrainy. To ważny krok w stronę prawnego rozliczenia rosyjskiej agresji, ale dokument pokazuje również mniej wygodną część tej historii: zanim agresor zapłaci, mechanizm trzeba sfinansować, zorganizować i dopiero uruchomić. Polityczne hasło brzmi prosto. Prawny rachunek jest znacznie bardziej złożony.

29 maja 2026 · 2 min

Pozew jako kaganiec. Ustawa anty-SLAPP ma rozbroić procesy pisane po to, żeby uciszać.

Pozew może być narzędziem ochrony prawa. Może też być narzędziem presji. Ustawa anty-SLAPP ma pomóc sądom odróżniać jedno od drugiego. Projekt po Senacie przewiduje kaucję na koszty procesu, szybsze oddalenie oczywiście bezzasadnych pozwów, grzywny do 20-krotności, a w szczególnych przypadkach do 100-krotności minimalnego wynagrodzenia, pełniejszy zwrot kosztów zastępstwa procesowego i udział organizacji społecznych. Najważniejsze: ustawa nie daje immunitetu za słowo. Ma chronić debatę publiczną przed procesem użytym jak broń kosztów, czasu i strachu. Na 27 maja 2026 r. sejmowa komisja rekomenduje przyjęcie wszystkich poprawek Senatu, ale nie należy jeszcze pisać, że ustawa obowiązuje.

28 maja 2026 · 1 min