Strefy miały ciągnąć rozwój. Rządowy raport pokazuje mniej kapitału, mniej etatów i mniej złudzeń.
Do Sejmu trafiła rządowa informacja o specjalnych strefach ekonomicznych za 2025 r. Dokument nie daje paliwa do triumfalnej opowieści o inwestycyjnym sukcesie: skumulowana wartość kapitału spadła o 2,87 mld zł, zatrudnienie zmniejszyło się o 12,2 tys. osób, a liczba nowych miejsc pracy skurczyła się o ponad 7,1 tys. etatów. To nie jest drobny przypis, lecz sygnał, że instrument chwalony jako filar rozwoju wyraźnie traci siłę.

Sednem sprawy jest rozjazd między urzędową narracją o specjalnych strefach jako narzędziu rozwoju a danymi z rządowego sprawozdania, które pokazują cofanie się najważniejszych efektów: inwestycji, miejsc pracy i liczby aktywnych zezwoleń.
29 maja 2026 r. do Sejmu wpłynął druk nr 2630: informacja Rady Ministrów o realizacji ustawy o specjalnych strefach ekonomicznych według stanu na 31 grudnia 2025 r. Formalnie to coroczne sprawozdanie składane razem z wykonaniem budżetu. Politycznie to dokument niewygodny, bo zamiast łatwego sukcesu pokazuje zmęczenie instrumentu, który przez lata był przedstawiany jako jeden z motorów inwestycji przemysłowych.
W raporcie nie ma miejsca na publicystyczne domysły: są liczby. Na koniec 2025 r. przedsiębiorcy posiadali 1830 ważnych zezwoleń na prowadzenie działalności w strefach. Skumulowana wartość inwestycji wyniosła 164,29 mld zł, czyli o 2,87 mld zł mniej niż rok wcześniej. Zatrudnienie ogółem spadło do 356 670 pracowników. W porównaniu z 2024 r. oznacza to ubytek 12,2 tys. osób.
Za przedłożenie informacji odpowiada Rada Ministrów, a stanowisko rządu w Sejmie ma reprezentować Minister Finansów i Gospodarki. Systemowo za politykę gospodarczą, inwestycyjną i regulacyjną odpowiadają instytucje państwa, które przez lata utrzymywały strefy jako narzędzie rozwoju regionalnego, a od 2018 r. przenosiły ciężar wsparcia na instrument Polskiej Strefy Inwestycji.
Odpowiedzialność nie polega tu na prostym wskazaniu jednej osoby i powiedzeniu: to ona spowodowała spadek. Takiego dowodu dokument nie daje. Odpowiedzialność jest polityczna i zarządcza: skoro państwo promuje mechanizm jako filar rozwoju, musi też uczciwie powiedzieć, kiedy ten mechanizm wchodzi w fazę schodzenia z efektów, a nie tylko schodzenia z haseł.
Najmocniejsza liczba to 2,87 mld zł. O tyle zmniejszyła się skumulowana wartość inwestycji w specjalnych strefach ekonomicznych w stosunku do 2024 r. Rządowy raport stwierdza wprost, że rok 2025 charakteryzował się ujemną dynamiką zmiennych opisujących efekty funkcjonowania stref. To brzmi technicznie, ale dla obywatela oznacza prostą rzecz: mniej kapitału pracującego w systemie, który miał przyciągać i utrzymywać inwestycje.
Druga liczba to 12,2 tys. pracowników mniej. W raporcie wskazano, że zatrudnienie ogółem u przedsiębiorców posiadających strefowe zezwolenia spadło o 3,3 proc. Liczba nowych miejsc pracy zmniejszyła się o ponad 7,1 tys. etatów, czyli o 2,8 proc. Wzrost zatrudnienia odnotowały tylko cztery strefy, i nigdzie nie przekroczył on 2 proc. W pozostałych strefach wynik poszedł w dół.
Trzecia liczba to 80 zezwoleń utraconych w 2025 r. Z raportu wynika, że w statystykach nie uwzględniono już inwestycji związanych z tymi zezwoleniami na łączną kwotę ponad 4,93 mld zł. Największy ubytek wystąpił w strefie łódzkiej: 13 zezwoleń wycofanych z obrotu prawnego oznaczało tam spadek nakładów o 2,47 mld zł. W tej samej strefie liczba pracowników zmniejszyła się o 8,8 proc.
Rządowa i ministerialna komunikacja lubi mówić o strefach językiem rozwoju, konkurencyjności, innowacji i atrakcyjności inwestycyjnej. To nie są słowa z natury fałszywe, ale w zestawieniu z raportem za 2025 r. wymagają poważnej korekty. Jeżeli instrument naprawdę ma być filarem, to nie można przemilczać faktu, że filar zaczyna pracować na coraz mniejszym obciążeniu. Dokument sam tłumaczy część spadków: specjalne strefy są na końcowym etapie funkcjonowania, a od 2018 r. zastąpił je inny model wsparcia inwestycji. Ostatnie zezwolenie wydano w czerwcu 2019 r. To wyjaśnienie jest ważne, ale nie zamyka sprawy. Bo jeżeli państwo wiedziało od lat, że dawny instrument będzie wygaszany, to powinno tym bardziej umieć pokazać, czy nowy model przejmuje jego funkcję, gdzie powstają luki i dlaczego w starym systemie ubywa pracy oraz kapitału.
Mechanizm jest prosty i dość niewygodny. Specjalne strefy ekonomiczne działają dziś jak system, który formalnie jeszcze istnieje, ale nie przyjmuje nowych projektów w dawnym trybie. Zezwolenia wydane wcześniej stopniowo wygasają albo są wycofywane z obrotu prawnego. Gdy zezwolenie wypada z systemu, z raportowanej statystyki wypadają również przypisane do niego inwestycje i miejsca pracy. Tak powstaje spadek, który można nazwać naturalnym wygaszaniem, ale którego skutki gospodarcze pozostają realne.
Władza może próbować opowiedzieć tę sprawę jako techniczne następstwo zmiany instrumentu. Tyle że dla regionów, pracowników i samorządów nie jest najważniejsze, czy spadek wynika z konstrukcji statystycznej, końca zezwolenia czy słabszej kondycji firm. Najważniejsze jest to, czy państwo potrafi utrzymać inwestycyjną ciągłość. Raport pokazuje, że w starym systemie ciągłość słabnie, a komunikacja publiczna nie zawsze pokazuje ten problem z odpowiednią ostrością.
Osobny element to koszty miękkiej opowieści. W 2025 r. zarządzający strefami przeznaczyli na promocję ponad 14,01 mln zł, czyli więcej niż rok wcześniej. Na rozwój stref wydano 464,2 mln zł, przy czym nakłady samych spółek zarządzających wyniosły 118 mln zł i były niższe o 89,2 mln zł niż w 2024 r. To tworzy politycznie drażliwe pytanie: czy państwo lepiej promuje strefy, niż rozwiązuje problem ich malejących efektów?
Dla zwykłego obywatela specjalna strefa ekonomiczna może brzmieć jak odległy instrument gospodarczy. W praktyce chodzi o miejsca pracy, lokalne dochody, zamówienia dla mniejszych firm, wpływy podatkowe i sens inwestowania w infrastrukturę. Jeżeli w strefach maleje zatrudnienie, to nie jest tylko tabela w sejmowym druku. To mniej stabilności w regionach, mniej argumentów za lokalnym rozwojem i więcej pytań o skuteczność polityki gospodarczej państwa.
Problem jest także instytucjonalny. Państwo często oczekuje od obywatela zaufania do wielkich programów i specjalnych instrumentów. Ale zaufanie nie bierze się z folderów promocyjnych. Bierze się z uczciwego bilansu: ile wydano, ile obiecano, ile zostało, ile miejsc pracy realnie powstało, a ile zniknęło z systemu.
Raport za 2025 r. nie mówi, że specjalne strefy ekonomiczne nigdy nie miały sensu. Przeciwnie, pokazuje ogromną skalę historycznego instrumentu: 4302 zezwolenia wydane od kwietnia 1996 r. do czerwca 2019 r. i 164,29 mld zł skumulowanych inwestycji na koniec 2025 r. Ale właśnie dlatego spadek jest politycznie ważny. Im większy instrument, tym większy obowiązek uczciwego rozliczenia jego fazy schodzenia.
W strukturze branżowej nadal dominuje motoryzacja: prawie 29,1 proc. skumulowanej wartości inwestycji. Wysoka koncentracja branżowa jest siłą, gdy sektor rośnie, i ryzykiem, gdy warunki gospodarcze się pogarszają. Raport wskazuje, że w strefach katowickiej, legnickiej i wałbrzyskiej dominowała motoryzacja, a w tarnobrzeskiej produkcja urządzeń elektrycznych i sprzętu gospodarstwa domowego. Państwo musi więc pytać nie tylko o łączną kwotę inwestycji, lecz także o odporność regionalnych modeli gospodarczych.
Najbliższy krok to sejmowa debata nad informacją rządu. Jeśli ma być czymś więcej niż formalnością, posłowie powinni pytać o porównanie starego systemu SSE z Polską Strefą Inwestycji, o realne efekty nowego instrumentu oraz o to, które regiony tracą najwięcej. Sama informacja o wygaszaniu zezwoleń nie wystarczy. Potrzebna jest odpowiedź, czy państwo umie zastąpić wygasający mechanizm narzędziem równie skutecznym, a nie tylko nową nazwą w prezentacji.
W przeciwnym razie opinia publiczna dostanie znany administracyjny spektakl: dużo słów o rozwoju, trochę liczb w załączniku i bardzo mało odpowiedzialności za to, że liczby idą w złym kierunku. A polityka gospodarcza zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się autopromocja.
Mechanizm komunikacyjny: sukces w folderze, spadek w raporcie W tej sprawie podstawową techniką komunikacyjną jest selektywne eksponowanie pozytywnych elementów instrumentu. Strefy można pokazać jako wieloletni sukces: tysiące zezwoleń, miliardy złotych inwestycji, setki tysięcy miejsc pracy i promocję regionów. To część prawdy. Ale rządowy raport za 2025 r. pokazuje drugą część: spadek kapitału, spadek zatrudnienia, spadek nowych miejsc pracy i dalsze kurczenie liczby ważnych zezwoleń.
Technika działa, ponieważ odbiorca najczęściej słyszy hasło, a nie czyta 90-stronicowy dokument. Jeżeli w komunikacji publicznej dominuje słowo „rozwój”, obywatel może uznać, że system nadal działa z dawną siłą. Dopiero wejście w dane pokazuje, że mamy do czynienia z instrumentem schodzącym z historycznego znaczenia, którego efekty trzeba uczciwie policzyć i zestawić z nowym modelem wsparcia inwestycji.
Drugi mechanizm to eufemizacja porażki przez język techniczny. Zamiast powiedzieć jasno: w strefach ubyło 12,2 tys. pracowników, dokument mówi o ujemnej dynamice zmiennych opisujących efekty funkcjonowania. To język poprawny administracyjnie, ale słaby demokratycznie. Obywatel ma prawo rozumieć, że za taką formułą kryje się mniej miejsc pracy i mniej kapitału w systemie.
Trzeci mechanizm to rozmycie odpowiedzialności przez odwołanie do wygaszania starego instrumentu. Owszem, to ważne wyjaśnienie. Ale nie może być wygodnym parawanem. Jeśli państwo samo zaprojektowało przejście od SSE do Polskiej Strefy Inwestycji, to powinno pokazać bilans przejścia: co tracimy, co zyskujemy i które regiony są narażone na spadek aktywności.
Jak rozpoznać podobną technikę w przyszłości? Trzeba sprawdzać, czy narracja sukcesu pokazuje trend, czy tylko historyczny dorobek. Jeżeli władza mówi o miliardach inwestycji, pytanie brzmi: czy te miliardy rosną, stoją w miejscu czy maleją? Jeżeli mówi o miejscach pracy, trzeba pytać nie o ogólny poziom z całej historii, lecz o zmianę rok do roku. Propaganda najchętniej pokazuje fotografię. Kontrola władzy zaczyna się od filmu.
Moim zdaniem ten raport jest bardzo niewygodny dla władzy, bo rozbija wygodny język gospodarczej autopromocji. Nie trzeba krzyczeć o katastrofie, żeby zobaczyć problem. Wystarczy przeczytać liczby: mniej inwestycji, mniej zatrudnionych, mniej nowych miejsc pracy i 80 zezwoleń mniej w obrocie prawnym. To jest opis instrumentu, który traci impet.
Nieudolność państwa nie zawsze objawia się aferą, konfliktem albo spektakularną decyzją. Czasem objawia się ciszej: w tym, że administracja przez lata umie pielęgnować nazwę, folder, konferencję i hasło, ale gorzej radzi sobie z uczciwym pokazaniem końca cyklu. Jeżeli rząd chce mówić o rozwoju, powinien zacząć od publicznego wyjaśnienia, dlaczego w najnowszym sprawozdaniu rozwój wygląda jak cofanie się kluczowych wskaźników.
Specjalne strefy ekonomiczne przez lata miały być dowodem, że państwo potrafi przyciągać kapitał i pracę. Raport za 2025 r. pokazuje coś mniej wygodnego: państwo nadal umie mówić o rozwoju, ale coraz trudniej mu ukryć, że część tego rozwoju została już w tabelach z poprzednich lat.
Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.
Czytaj również


Prostszy rachunek za prąd, trudniejszy rachunek za władzę. Deregulacja energetyki pod lupą.
Rządowy projekt deregulacji energetyki UDER92 obiecuje prostsze rachunki, mniej papieru i szybszą obsługę odbiorcy. W druku sejmowym 2578 widać jednak coś więcej niż kosmetykę: elektroniczna korespondencja ma stać się regułą dla nowych umów, taryfy ciepła mają dostać nowe mechanizmy kosztowe, a część relacji biznesowych w ciepłownictwie ma wypaść spod obowiązku koncesji albo zatwierdzania taryf przez URE.


Osobiste Konta Inwestycyjne jako preferencja podatkowa i mechanizm przesuwania prywatnych oszczędności na rynek kapitałowy.
Rządowy druk 2580 obiecuje obywatelom nowe Osobiste Konta Inwestycyjne: zwolnienie do 100 tys. zł dla aktywów inwestycyjnych, 25 tys. zł dla oszczędnościowych i start od 2027 r. W komunikacie brzmi to jak powszechna ulga dla każdego. W projekcie widać jednak coś bardziej złożonego: państwo chce uruchomić prywatne portfele jako paliwo dla rynku kapitałowego.


Susza nie czeka na polisę. Rząd poprawia dopłaty, ale rolnik nadal musi czytać drobny druk.
Sejmowy druk nr 2581 pokazuje rządową próbę naprawy systemu dopłat do ubezpieczeń upraw: stawka pomocy ma sięgać 65 proc. składki, a część limitów zostaje uproszczona. Problem w tym, że ochrona przed suszą nadal jest wpisana w katalog warunków, wyjątków i budżetowych sufitów. Rolnik dostaje lepsze narzędzie, ale nie dostaje pewności, że państwo naprawdę bierze na siebie ryzyko klimatu.


Zakaz sprzedaży ziemi państwowej do 2036: ochrona rolników czy zamrożenie decyzji na dekadę?
Rząd przyjął projekt przedłużający zakaz sprzedaży nieruchomości z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa o kolejne 10 lat, do 30 kwietnia 2036 r. Priorytetem ma być dzierżawa jako podstawowa forma korzystania z gruntów.