sobota, 30 maja 2026
Psi PatrOl 24
Polska·Wiadomość

Cel inflacyjny wrócił do tabeli. Rachunek za drogi pieniądz został u obywatela.

Do Sejmu trafiły dwa sprawozdania NBP: z działalności banku centralnego i z wykonania założeń polityki pieniężnej za 2025 r. W papierach widać powrót inflacji w okolice celu, ale też rachunek, którego nie da się zamknąć jednym zdaniem o sukcesie: średnioroczny CPI wyniósł 3,6%, usługi w grudniu były droższe o 5,2% rok do roku, a NBP zakończył rok stratą 35,7 mld zł. Problem nie leży w samej tabeli. Problem leży w tym, jak instytucja publiczna opowiada obywatelowi cenę własnych decyzji.

Michał K. · Redaktor prowadzący
30 maja 2026 17:33 · 2 min czytania

Sprawozdanie RPP pokazuje nie tylko spadek inflacji, lecz także mechanizm, w którym instytucja publiczna zamyka opowieść sukcesem statystycznym, choć społeczny koszt wysokich cen i wysokich stóp nie znika razem z końcową tabelą roku.

Sejm opublikował druki nr 2627 i 2628: sprawozdanie z działalności Narodowego Banku Polskiego w 2025 r. oraz sprawozdanie z wykonania założeń polityki pieniężnej na rok 2025. Dokumenty zostały skierowane do Marszałka Sejmu jako oficjalne rozliczenie banku centralnego i Rady Polityki Pieniężnej. Formalnie to rutynowa procedura. Merytorycznie to jednak jeden z najważniejszych dokumentów o tym, jak państwo tłumaczy obywatelowi rok wysokich cen, drogich kredytów i spóźnionego poczucia ulgi.

RPP pokazuje, że w 2025 r. inflacja CPI spadała: 4,9% w pierwszym kwartale, 4,1% w drugim, 3,0% w trzecim i 2,5% w czwartym. Od lipca, według sprawozdania, inflacja miała mieścić się w paśmie zgodnym z celem NBP. Równocześnie Rada utrzymywała w pierwszym kwartale stopę referencyjną na poziomie 5,75%, a potem obniżyła ją do 4,00% na koniec roku. To są fakty, których nie trzeba podważać, aby zadać trudniejsze pytanie: czy obywatel dostał pełny obraz kosztu, czy tylko wykres z wygodnym zakończeniem.

Za decyzje o stopach procentowych odpowiada Rada Polityki Pieniężnej. Za działalność banku centralnego i przedłożenie sprawozdania odpowiada NBP. Za część otoczenia, w którym ta polityka działała, odpowiadają także rząd i parlament: ceny administrowane, decyzje fiskalne, podatki pośrednie i deficyt sektora finansów publicznych nie są materią oderwaną od polityki. Sprawozdanie samo wskazuje, że kształt polityki fiskalnej, ceny energii, dynamika płac i ożywienie popytu pozostawały czynnikami ryzyka dla inflacji.

Nie oznacza to prostej odpowiedzialności jednej instytucji za każdy rachunek w sklepie. Oznacza jednak, że publiczna opowieść o inflacji nie może udawać, że wystarczy przywołać cel 2,5% z dopuszczalnym odchyleniem i zamknąć sprawę. Bank centralny, rząd i Sejm uczestniczą w jednym systemie decyzji. Obywatel widzi skutek łączny, nawet jeżeli instytucje dzielą go między paragrafy.

Najważniejszy fakt brzmi tak: inflacja rzeczywiście spadła, ale nie oznacza to cofnięcia cen. GUS podał, że średniorocznie w 2025 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych były wyższe o 3,6% niż rok wcześniej. W grudniu 2025 r. CPI wzrósł rok do roku o 2,4%, ale usługi były droższe o 5,2%. To jest ta część rzeczywistości, której nie widać, gdy komunikat kończy się na zdaniu o powrocie do celu. Dla gospodarstwa domowego niższa inflacja nie znaczy, że rachunek spadł. Znaczy tylko, że rośnie wolniej.

W sprawozdaniu NBP pojawia się drugi wymiar: wynik finansowy banku centralnego. NBP za 2025 r. wykazał stratę 35,7 mld zł przy sumie bilansowej 1 079,3 mld zł. Dokument wskazuje, że główną przyczyną była zmiana wyceny związana z umocnieniem złotego wobec walut obcych, a wynik prowadzenia polityki pieniężnej był ujemny i wyniósł 21,0 mld zł. To nie jest automatycznie zarzut. To jest informacja o skali instytucji, która operuje na poziomie nieporównywalnym z codziennym doświadczeniem obywatela, ale której decyzje wpływają na codzienne portfele.

Niespójność nie polega na tym, że RPP fałszuje dane. Problem jest subtelniejszy i przez to groźniejszy dla debaty publicznej. Dokument może być poprawny liczbowo, a jednocześnie prowadzić czytelnika do zbyt wygodnego wniosku. Skoro od lipca inflacja mieściła się w celu, łatwo uznać, że historia została naprawiona. Tyle że pierwsze półrocze nie znika, ceny usług nie znikają, a gospodarstwa domowe nie rozliczają życia w kwartalnych średnich banku centralnego.

Druga niespójność dotyczy języka. RPP słusznie przypomina o opóźnieniach transmisji polityki pieniężnej i o szokach zewnętrznych: pandemii, wojnie, energii, surowcach, otoczeniu międzynarodowym. To są realne czynniki. Ale język opóźnień i szoków bywa też wygodnym płaszczem. Kiedy wszystko jest efektem wielu zmiennych, coraz trudniej wskazać, kto powinien publicznie wyjaśnić własną decyzję, własne zaniechanie albo własną prognozę.

Inflacja nie jest abstrakcją z tabeli. To cena koszyka w sklepie, rata kredytu, czynsz, usługa dentystyczna, naprawa samochodu, rachunek za ogrzewanie i decyzja, czy odkładać zakup, czy zaciągać zobowiązanie. Wysokie stopy procentowe ograniczają inflację z opóźnieniem, ale wcześniej uderzają w kredytobiorców i firmy. Zbyt szybkie luzowanie może znów podbić popyt i oczekiwania cenowe. Właśnie dlatego komunikacja RPP nie jest sprawą technokratyczną. To element zaufania do państwa.

Obywatel ma prawo wiedzieć nie tylko, że cel został osiągnięty w średnim okresie. Ma prawo wiedzieć, jaką cenę zapłacił za dojście do tego punktu, które ryzyka nadal zostały w systemie i które decyzje po stronie fiskalnej mogą ponownie podnieść temperaturę. Bez tego raport roczny staje się rytuałem. Państwo przynosi segregator, odczytuje liczby i liczy na to, że nikt nie zapyta, ile kosztowała droga między pierwszym a ostatnim wykresem.

W tym samym sprawozdaniu RPP wskazuje, że w 2025 r. trwało ożywienie gospodarcze, PKB wzrósł o 3,6%, a deficyt sektora finansów publicznych zwiększył się do 7,3% PKB z 6,4% w 2024 r. To ważne, bo polityka pieniężna nie działa w próżni. Jeżeli bank centralny próbuje schładzać gospodarkę, a polityka fiskalna podtrzymuje wysoki deficyt, obywatel dostaje mieszany sygnał. Jedna część państwa mówi: trzeba hamować. Druga część często działa tak, jakby rachunek miał przyjść później i do kogoś innego.

To nie jest spór o to, czy RPP miała w 2025 r. ciąć stopy szybciej, wolniej albo wcale. To jest spór o standard rozliczenia. Bank centralny ma prawo tłumaczyć swoje decyzje złożonością świata. Ale złożoność nie może stać się tarczą przed prostym pytaniem: czy komunikacja instytucji publicznej pomaga obywatelowi rozumieć rzeczywistość, czy raczej uspokaja go wtedy, gdy powinien zachować czujność.

Najbliższy etap to debata sejmowa nad sprawozdaniami i polityczne rozliczenie RPP oraz NBP z 2025 r. Jeżeli dyskusja ograniczy się do rytualnej wymiany zdań między obozami politycznymi, sens dokumentów zostanie zmarnowany. Prawdziwe pytania są konkretne: jakie ryzyka inflacyjne pozostają w 2026 r., jak polityka fiskalna wpływa na pracę RPP, czy bank centralny potrafi mówić o kosztach własnych decyzji językiem zrozumiałym dla człowieka spoza rynku finansowego i czy rząd bierze odpowiedzialność za te elementy inflacji, które wynikają z cen regulowanych oraz deficytu.

Jeżeli tych pytań nie będzie, zostanie tylko wygodna opowieść: inflacja wróciła, procedura wykonana, dokument złożony. A to za mało. Państwo nie powinno rozliczać się z obywatelami tak, jak księgowy rozlicza zamknięty kwartał. W polityce pieniężnej najważniejsza jest wiarygodność. A wiarygodność zaczyna się tam, gdzie instytucja nie ukrywa kosztu za eleganckim wykresem.

Mechanizm komunikacji: sukces na końcu osi czasu W tym materiale nie trzeba twierdzić, że ktoś świadomie manipuluje. Wystarczy pokazać mechanizm komunikacyjny, który ma potencjał manipulacyjny. Pierwsza technika to selektywne domknięcie osi czasu. Odbiorca dostaje najbardziej uspokajający punkt: od lipca inflacja była zgodna z celem NBP, a w czwartym kwartale wyniosła 2,5%. To prawda, ale prawda niepełna. Ten sam dokument pokazuje 4,9% w pierwszym kwartale i 4,1% w drugim. GUS pokazuje średnioroczny wzrost cen o 3,6% oraz grudniowy wzrost cen usług o 5,2% rok do roku. Mechanizm działa prosto: końcowy odczyt ma zamknąć emocję, choć cały rok nadal mówi więcej niż finałowy punkt wykresu.

Druga technika to język nieuchronności. W raporcie pojawiają się szoki zewnętrzne, opóźnienia transmisji, uwarunkowania międzynarodowe, polityka fiskalna, ceny energii, płace i popyt. Każdy z tych elementów jest realny. Razem tworzą jednak labirynt, w którym odpowiedzialność staje się trudna do uchwycenia. Obywatel słyszy, że wszystko jest skomplikowane, więc łatwiej akceptuje brak prostego rozliczenia. To nie musi być fałsz. Może być półprawda technokratyczna: tak szczegółowa, że zaciemnia najważniejsze pytanie.

Trzecia technika to uspokajający autorytet instytucji. Bank centralny mówi językiem wykresów, podstaw prawnych i średniego okresu. Ten język ma znaczenie, bo gospodarka nie jest sterowana emocją. Ale w debacie publicznej może działać jak filtr: kto nie rozumie instrumentów polityki pieniężnej, ten ma przyjąć komunikat na wiarę. Właśnie dlatego podobne dokumenty trzeba czytać przeciwko wygodnej narracji. Należy pytać o pełny okres, o kategorie cen, o skutki dla kredytobiorców, o wpływ deficytu i o to, czy państwo mówi o kosztach równie głośno, jak o sukcesie.

Interes polityczny takiej narracji jest oczywisty: zmniejszyć presję na instytucje publiczne i zamknąć spór słowem „stabilizacja”. Skutek społeczny jest poważniejszy. Obywatel może uznać, że problem został rozwiązany, chociaż jego budżet domowy nadal żyje skutkami poprzednich decyzji, podwyżek i opóźnionych reakcji. Podobną technikę można rozpoznać w przyszłości po jednym sygnale: gdy władza publiczna pokazuje ostatni, najlepszy odczyt, trzeba natychmiast zapytać o cały wykres.

Moim zdaniem sprawozdania NBP i RPP są dobrym materiałem nie dlatego, że ujawniają skandal, lecz dlatego, że pokazują dużo bardziej powszechną chorobę państwa: skłonność do zamykania trudnych spraw poprawnym formalnie językiem. Inflacja spadła. To fakt. Cel w końcówce roku został osiągnięty. To również fakt. Ale państwo nie może wymagać od obywatela, by cieszył się wykresem, jeżeli przez wiele miesięcy płacił więcej za podstawowe usługi, żył z drogim kredytem i słyszał, że wszystko jest kwestią opóźnień.

Najbardziej niebezpieczna w tej sprawie nie jest liczba 2,5%. Najbardziej niebezpieczne jest przekonanie, że władza publiczna może zastąpić odpowiedzialność precyzyjną terminologią. Dobre instytucje nie tylko publikują raport. Dobre instytucje potrafią powiedzieć obywatelowi: tyle kosztowały nasze decyzje, tyle wynikało z czynników zewnętrznych, tu popełniono błąd prognozy, tu potrzebna jest ostrożność, a tu polityka fiskalna utrudnia pracę banku centralnego.

Inflacja może wrócić do celu. Zaufanie wraca dopiero wtedy, gdy państwo przestaje mylić poprawny raport z uczciwym rozliczeniem.

Twoja reakcja
#Finanse Publiczne
Michał K.
Redaktor prowadzący

Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.

Czytaj również

Niższy deficyt jako zasłona dymna. Budżet 2025 nie dowiózł dochodów o ponad 38 miliardów.

Rządowe sprawozdanie z wykonania budżetu za 2025 r. daje władzy wygodną liczbę: deficyt był niższy od ustawowego limitu. Ale ten sam dokument pokazuje coś znacznie mniej efektownego: dochody budżetu państwa wyniosły 594,5 mld zł zamiast planowanych 632,8 mld zł. Ponad 38 mld zł różnicy to nie drobna korekta, lecz rachunek za zbyt optymistyczne planowanie i późniejsze opowiadanie budżetu od najlepszej strony.

29 maja 2026 · 2 min

1 660 zabitych to nie jest triumf. Raport o drogach pokazuje postęp, ale nie pozwala zamknąć sprawy.

Rządowy raport o bezpieczeństwie ruchu drogowego za 2025 rok mówi o najlepszym wyniku w historii i spadku liczby ofiar śmiertelnych o 12,4 proc. To ważny fakt, którego nie wolno lekceważyć. Ale ten sam dokument pokazuje też 20 925 wypadków, 24 590 rannych, 7 866 ciężko rannych i 1 660 zabitych. Jeżeli państwo opowiada tę historię wyłącznie językiem sukcesu, traci z pola widzenia ludzi, dla których statystyka była ostatnim dniem życia.

29 maja 2026 · 2 min

Kolej pod trzecim stopniem gotowości.

Od 1 czerwca do 31 sierpnia 2026 r. w Polsce mają obowiązywać przedłużone stopnie alarmowe: BRAVO w całym kraju, BRAVO-CRP w cyberprzestrzeni oraz CHARLIE na liniach kolejowych zarządzanych przez PKP Polskie Linie Kolejowe i PKP Linię Hutniczą Szerokotorową. To nie jest komunikat do czytania jak pogodowa ciekawostka.

28 maja 2026 · 2 min
Polska·Komentarz dnia

K-O-D-A: gdy kryzys otwiera kasę, a kontrola przychodzi po latach.

K-O-D-A nie jest teorią spiskową ani cyfrową kulą z serialu kryminalnego. To metoda patrzenia na państwo wtedy, gdy władza mówi: „jest kryzys, więc procedury muszą poczekać”. W normalnym domu nikt rozsądny nie oddaje portfela komuś tylko dlatego, że krzyczy „pożar”.

28 maja 2026 · 5 min