Fundusz mieszkaniowy pod ostrzałem NIK. 28 z 30 jednostek z nieprawidłowościami.
NIK opublikowała świeże omówienie kontroli Rządowego Funduszu Rozwoju Mieszkalnictwa: prawie 3,5 mld zł wydano poza ustawą budżetową, a w 28 z 30 skontrolowanych jednostek Izba wskazała działania nielegalne, niegospodarne, niecelowe lub nierzetelne. Najmocniejszy obraz jest prosty: pieniądze miały przyspieszyć budowę mieszkań, tymczasem część środków w SIM-ach pracowała w bankach, a wydatki na same mieszkania były śladowe wobec przekazanego wsparcia.

Pieniądze na mieszkania leżały w banku NIK opublikowała świeże omówienie kontroli Rządowego Funduszu Rozwoju Mieszkalnictwa: prawie 3,5 mld zł wydano poza ustawą budżetową, a w 28 z 30 skontrolowanych jednostek Izba wskazała działania nielegalne, niegospodarne, niecelowe lub nierzetelne. Najmocniejszy obraz jest prosty: pieniądze miały przyspieszyć budowę mieszkań, tymczasem część środków w SIM-ach pracowała w bankach, a wydatki na same mieszkania były śladowe wobec przekazanego wsparcia. Rządowy Fundusz Rozwoju Mieszkalnictwa miał wspierać gminy w obejmowaniu udziałów lub akcji w Społecznych Inicjatywach Mieszkaniowych. W praktyce chodziło o mieszkania na wynajem z umiarkowanym czynszem, czyli segment szczególnie ważny dla ludzi, których nie stać ani na kredyt po cenach rynkowych, ani na komercyjny najem w dużym mieście. To miał być publiczny mechanizm na realny problem, nie dekoracja do konferencji. W publikacji z 6 maja 2026 r. NIK przypomniała wyniki kontroli P/24/091. Izba stwierdziła, że Fundusz nie działał prawidłowo. W 28 z 30 skontrolowanych jednostek ujawniono działania, które NIK zakwalifikowała jako nielegalne, niegospodarne, niecelowe lub nierzetelne. Kontrola objęła Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Krajowy Zasób Nieruchomości, 14 spółek SIM i 14 gmin-wspólników z siedmiu województw. Skala jest duża. Według informacji NIK środki Funduszu w wysokości 3473,8 mln zł zostały wydatkowane poza ustawą budżetową. Izba oceniła, że nie sprzyjało to jednolitości i przejrzystości planowania wydatków państwa na cele mieszkaniowe oraz ograniczało kontrolę parlamentarną i społeczną. W języku domowym wygląda to tak: rachunek za mieszkanie nie leży w głównym zeszycie wydatków, tylko w osobnej kopercie, którą można pokazać dopiero wtedy, gdy ktoś zacznie szukać. Dokument NIK wskazuje też na problem kompetencyjny. Pomoc w wysokości co najmniej 2,99 mld zł miała zostać udzielona gminom bez wymaganego udziału ministra zarządzającego Funduszem. Cały proces, od przyjęcia wniosków po dyspozycje wypłat, realizował KZN na podstawie umowy z ministrem. Według NIK minister nie wykonał wyłącznej kompetencji do rozstrzygania o wsparciu, której nie mógł delegować na prezesa KZN. To jest sedno mechanizmu: odpowiedzialność formalnie była wysoko, ale decyzje operacyjnie przesunęły się niżej. Najbardziej kompromitująca dla systemu jest relacja między pieniędzmi przekazanymi spółkom a efektem budowlanym. Do 31 marca 2024 r. w 14 skontrolowanych SIM na przedsięwzięcia inwestycyjno-budowlane przeznaczono 58,3 mln zł. To zaledwie 6,5 proc. łącznej kwoty 891,3 mln zł środków Funduszu przekazanych tym spółkom. Innymi słowy: na budowanie mieszkań poszedł mały kawałek tortu, a reszta tortu obsługiwała otoczenie programu. Można to nazwać fazą organizacyjną, ale dla osoby czekającej na czynszowe mieszkanie brzmi to jak żart z długim regulaminem. NIK odnotowała, że niski postęp inwestycji pozwalał SIM-om lokować wolne środki z Funduszu w bankach i uzyskiwać przychody finansowe przekraczające wydatki na budowę mieszkań. To zdanie powinno wybrzmieć spokojnie, bo samo w sobie wystarczy. Publiczne pieniądze przeznaczone na mieszkania mogły leżeć na lokacie skuteczniej niż pracować na placu budowy. Mieszkanie jest konkretem: ściany, okna, klucze, czynsz. Odsetki na rachunku nie dają rodzinie dachu nad głową. W kontrolowanych SIM-ach ponad 51 proc. kosztów działalności stanowiły wynagrodzenia pracowników, z czego połowę stanowiły koszty wynagrodzeń członków zarządów i rad nadzorczych. W 10 z 14 sprawdzonych SIM część stała pensji prezesa zarządu została podwyższona do poziomu od 3,5 do 5-krotności podstawy wymiaru. NIK uznała, że uzasadnienia tych podwyżek nie odpowiadały zasadom gospodarowania mieniem publicznym, a upubliczniły je jedynie dwie z dziesięciu zobowiązanych do tego gmin. W sześciu z 14 SIM Izba stwierdziła nieprawidłowości w dysponowaniu mieniem spółki na łączną kwotę 8,1 mln zł. Chodziło m.in. o dokumentację projektową, nadmierne wynagrodzenia, usługi doradcze i marketingowe oraz zakup i użytkowanie samochodów osobowych. W SIM Opolskie wydatki na usługi obce wyniosły 3073,9 tys. zł, w tym co najmniej 2114,1 tys. zł na informację, promocję i reklamę. Wśród zakwestionowanych działań NIK wymieniła m.in. współorganizację zajęć dla dzieci w siłowni, wyprawy wysokogórskie, siatkówkę plażową, wsparcie lokalnego klubu sportowego oraz zakup trzech tysięcy biletów do lunaparku za 57 tys. zł. To nie jest zarzut, że każda złotówka została wydana bezprawnie. To jest obraz systemu, w którym cel publiczny został przykryty kosztami struktury i promocji. Mieszkania miały być produktem końcowym, ale z dokumentów NIK wyłania się katalog działań pobocznych: zarządy, rady, obsługa zewnętrzna, reklama, lokowanie środków, a dopiero potem realna budowa. Jeśli program mieszkaniowy zaczyna przypominać biuro podróży z działem marketingu, obywatel ma prawo zapytać, gdzie są klucze. Izba wskazała również na wnioski gmin. Spośród 1188 wniosków 115, czyli 9,7 proc., miało zostać rozpatrzonych z naruszeniem regulacji prawnych. W przypadku co najmniej 488 wniosków, czyli 41,1 proc., NIK stwierdziła dowolność postępowania. Praktyki kwestionowane przez kontrolerów polegały m.in. na rozpatrywaniu wniosków i kierowaniu dyspozycji wypłaty poza kolejnością oraz na zwłoce sięgającej nawet 209 dni. Przy takiej skali dowolności kolejka po publiczne pieniądze przestaje wyglądać jak procedura, a zaczyna jak drzwi z kilkoma klamkami. Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej nie zgodziło się z ocenami NIK. W stanowisku podpisanym przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz podkreślono m.in., że w ocenie ministerstwa NIK nie rozgraniczyła działań podejmowanych przed 2024 r. i po zmianach w składzie Rady Ministrów oraz w zarządzie KZN na przełomie 2023 i 2024 r. Minister wskazała też, że działania po objęciu funkcji były nakierowane na uzdrowienie sytuacji. NIK w opinii do tego stanowiska zaznaczyła natomiast, że ocena dotyczyła działalności organu administracji rządowej, a nie konkretnej osoby. Status sprawy jest więc precyzyjny: mamy kontrolę NIK, liczby, ocenę nieprawidłowości, stanowisko ministerstwa odrzucające część wniosków oraz odpowiedź NIK. Nie ma w tym materiale podstaw do przypisywania komukolwiek winy karnej. Są natomiast bardzo mocne podstawy do opisania mechanizmu publicznego pieniądza, który miał budować mieszkania, a przez lata w dużej części obsługiwał aparat organizacyjny i finansowy wokół budowania. Sprawa ma znaczenie bieżące, bo dotyczy jednego z najczulszych punktów państwa: mieszkalnictwa. Każda władza obiecuje tańsze mieszkania, większą dostępność i pomoc dla ludzi o niższych dochodach. Dokumenty NIK pokazują jednak, że sam publiczny cel nie gwarantuje publicznego efektu. Bez kontroli, jawnych mierników i egzekwowania odpowiedzialności nawet dobry szyld może stać się parawanem dla kosztownej administracyjnej maszynerii. Jeżeli państwo chce przekonać obywateli, że programy mieszkaniowe są czymś więcej niż politycznym opakowaniem, powinno pokazać prosty bilans: ile pieniędzy trafiło do spółek, ile realnie poszło na budowę, ile mieszkań powstało, ile kosztowały struktury, wynagrodzenia, doradztwo i promocja. Bo mieszkania nie powstają od procentu bankowego, od baneru ani od biletu do lunaparku. Powstają wtedy, gdy publiczne pieniądze trafiają na budowę, a nie krążą wokół niej jak urzędowy dron.
Czytaj również


Słowenia: EPPO oskarża pięć firm o próbę wyłudzenia środków RRF. Ministerstwo zatrzymało wypłatę w ostatnim momencie
W Słowenii EPPO skierowała do sądu akt oskarżenia przeciw pięciu firmom i ich przedstawicielom w sprawie prób wyłudzenia środków z unijnego RRF. Według komunikatu z 12 maja 2026 r. chodzi o nabór dla pracodawców osób z niepełnosprawnościami, w którym kluczowe dokumenty miały potwierdzać kompetencje wykonawcy, choć w ocenie śledczych były fałszywe. Ministerstwo wychwyciło sygnał na czas i nie wypłaciło pieniędzy, ale sama konstrukcja pokazuje, jak blisko publiczne fundusze były nienależnej wypłaty.


400 mld zł poza głównym radarem budżetu? NIK ostrzega przed rozproszeniem finansów państwa.
Finanse publiczne bywają najgroźniejsze nie wtedy, gdy krzyczą z pierwszej strony ustawy, lecz wtedy, gdy trafiają na boczny rachunek. Analiza NIK wykonania budżetu za 2024 r. pokazuje, że ustawa budżetowa kolejny rok nie była pełnym obrazem państwowej kasy: wydatki 20 funduszy obsługiwanych przez BGK wyniosły 135,4 mld zł, czyli 16,2 proc. wydatków budżetu państwa. GUS podał, że deficyt sektora rządowego i samorządowego wyniósł 239,8 mld zł, a dług według metodologii UE przekroczył 2 bln zł. Różnica między długiem liczonym krajowo i unijnie to według NIK 400,2 mld zł. Formalnie to nie musi być nielegalne. Społecznie wygląda jednak jak druga karta kredytowa państwa: rachunek nie znika tylko dlatego, że leży w innej szufladzie.


625 jednoofertowych postępowań. Dokumenty mają odpowiedzieć dlaczego
Po miliardowych programach cyberbezpieczeństwa przyszedł czas na pytanie mniej efektowne, ale bardziej śledcze: kto faktycznie sprzedaje państwu cyberodporność. Z publicznego API BZP/e-Zamówienia pobraliśmy ogłoszenia wynikowe z lat 2024-2026 zwrócone dla fraz związanych z programami Cyberbezpieczny Samorząd i Cyberbezpieczne Wodociągi. W próbie znalazło się 2138 ogłoszeń wynikowych, z czego 1084 zakończyły się zawarciem umowy, a suma znanych wartości wyniosła 364,1 mln zł. Najbardziej zapala lampkę nie lista firm, lecz konkurencja: wśród ogłoszeń z podaną liczbą ofert 58,1 proc. miało tylko jedną ofertę. To nie dowód patologii. To zaproszenie do kontroli, zanim grantowy cennik stanie się nową normalnością.


Jednoofertowe przetargi w cybergrantach. Problem rynku czy konstrukcji zamówień?
Poprzednia analiza rynku cybergrantów pokazała problem konkurencji. Teraz zawężamy obraz do postępowań, w których po publiczne pieniądze zgłosił się tylko jeden oferent. W próbie BZP/e-Zamówienia obejmującej ogłoszenia wynikowe związane z programami Cyberbezpieczny Samorząd i Cyberbezpieczne Wodociągi znaleźliśmy 625 zawartych umów z jedną ofertą. Ich znana wartość to 244,36 mln zł, czyli 67,1 proc. wartości wszystkich umów w badanej próbie. Jedna oferta nie jest dowodem naruszenia prawa, ale przy zakupach cyberbezpieczeństwa jest sygnałem alarmowym: trzeba sprawdzić SWZ, terminy, pakietowanie, ceny i odbiory. Bo samotna oferta nie musi być podejrzana. Ale publiczne pieniądze nie powinny być samotne bez wyjaśnienia.