Fundusz Młodzieżowy pod lupą NIK. Dobry cel nie obronił złego nadzoru.
NIK opisała Fundusz Młodzieżowy jako program z dużą obietnicą i poważnym pęknięciem w wykonaniu. Budżet na lata 2022-2033 zaplanowano na 230 mln zł, ale kontrolerzy wskazali niekonkurencyjny wybór części podmiotów, problemy z oceną wniosków i słaby nadzór nad dotacjami. To nie jest historia o tym, że aktywizacja młodych nie ma sensu. To historia o państwie, które pod dobrym hasłem nie dopilnowało podstaw: kryteriów, bezstronności, kontroli i odpowiedzialności za publiczne pieniądze. Status i ranking.

Fundusz Młodzieżowy pokazuje, że władza publiczna może zniszczyć wiarygodność nawet dobrego celu, jeśli pieniądze rozdaje przez mechanizm, który nie gwarantuje rzetelnej selekcji, bezstronnej oceny i realnej kontroli efektów.
Co się wydarzyło? Najwyższa Izba Kontroli opublikowała 27 maja 2026 r. wyniki kontroli Rządowego Programu Fundusz Młodzieżowy na lata 2022-2033. Program miał zwiększać zaangażowanie młodzieży i organizacji młodzieżowych w życie publiczne. Według informacji NIW-CRSO jego budżet w całej perspektywie wynosi 230 mln zł.
NIK oceniła, że Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego nienależycie realizował zadania instytucji zarządzającej programem. Kontrolerzy wskazali m.in. niekonkurencyjny wybór podmiotów, dopuszczanie do dofinansowania organizacji nieuprawnionych lub niedających rękojmi należytej realizacji zadań oraz brak skutecznego nadzoru nad umowami dotacyjnymi.
Kontrola objęła lata 2022-2025, do 30 czerwca, Narodowy Instytut Wolności oraz 18 beneficjentów programu. NIK podała, że łączna suma nieprawidłowości w zakresie rozdysponowania, weryfikacji i kontroli wyniosła 10,3 mln zł przyznanych dotacji. Osobno wskazano ponad 1,1 mln zł działań niegospodarnych dotyczących pomocy technicznej pozostającej w dyspozycji NIW.
W latach 2022 i 2023 rozdysponowano całą pulę środków przewidzianych na dotacje w programie na lata 2022-2025, czyli 67,2 mln zł, oraz 7 mln zł na dotacje w Priorytecie 1 w 2026 r. NIK zauważyła również, że działania naprawcze rozpoczęte w kwietniu 2024 r. mogą tylko częściowo ograniczyć skutki nieprawidłowości wynikających z wadliwie przeprowadzonych konkursów.
Liczby, które ustawiają sprawę. Program ma cztery priorytety. Pierwsze trzy dotyczą aktywizacji młodzieży w samorządach, organizacji młodzieżowych w życiu publicznym oraz wzmacniania kompetencji organizacji młodzieżowych. Czwarty priorytet to pomoc techniczna. W latach 2022-2024 na dotacje w trzech pierwszych priorytetach przekazano łącznie: 15,21 mln zł w Priorytecie 1, 18,52 mln zł w Priorytecie 2 oraz 14,25 mln zł w Priorytecie 3.
Najbardziej wymowna jest jednak nie suma wydanych pieniędzy, lecz relacja pieniędzy do efektu. NIK przypomniała, że przy starcie programu liczbę działających rad młodzieżowych szacowano na około 240, a docelowo w 2033 r. miało ich być 600. Tymczasem w latach 2022-2024 powstało 40 rad młodzieżowych. Zdaniem NIK przy takim tempie osiągnięcie celu w 2033 r. jest mało prawdopodobne.
Kontrolerzy przeanalizowali 49 wniosków. Zastrzeżenia dotyczyły 15 z nich, o łącznej wartości ponad 4,8 mln zł. Według NIK wnioski nie spełniały warunków programu, a mimo to zostały dopuszczone w wyniku nierzetelnej oceny ekspertów lub były oceniane przez eksperta pozostającego w konflikcie interesów z powodu powiązań z wnioskodawcą.
Mechanizm: dobry cel, słabe sito Najważniejszy mechanizm sprawy jest prosty i bardzo niebezpieczny dla zaufania publicznego. Państwo bierze cel, którego trudno nie poprzeć: aktywizację młodych ludzi, rady młodzieżowe, organizacje obywatelskie, udział młodzieży w życiu publicznym. Następnie buduje program dotacyjny. A potem, według ustaleń NIK, zawodzi tam, gdzie program powinien być najtwardszy: przy ocenie wniosków, bezstronności ekspertów, weryfikacji doświadczenia i kontroli wykonania umów.
To jest klasyczny problem funduszy celowych i programów dotacyjnych. Cel brzmi społecznie, miękko i pozytywnie. Procedura ma być sucha, twarda i nieufna. Jeśli procedura zaczyna ufać zbyt łatwo, dobry cel staje się dekoracją dla złego wydatkowania. Nie trzeba wtedy udowadniać złej woli, aby zobaczyć systemową słabość. Wystarczy sprawdzić, czy pieniądze trafiały tam, gdzie powinny, czy projekty miały realny potencjał i czy ktoś w porę kontrolował wykonanie.
NIK wskazała, że wnioski powierzano ekspertom niedoświadczonym, niejednokrotnie przedstawicielom organizacji, które same brały udział w konkursie. Sześciu ekspertów w edycji 2022 i czterech w edycji 2024 oceniało wnioski konkurencyjne w konkursach, w których uczestniczyły organizacje z nimi powiązane. To nie jest detal techniczny. To punkt, w którym system oceny może przestać być filtrem jakości, a zacząć przypominać drzwi obrotowe.
Do tego dochodzi drugi poziom: nadzór po przyznaniu dotacji. Według NIK nie zapewniono rzetelnej weryfikacji sprawozdawanego przez beneficjentów stanu zaangażowania i realizacji zadań, na które przekazano łącznie 3,25 mln zł. Nie opracowano też i nie wdrożono systemu kontroli beneficjentów. W 2024 r. nie sporządzono dokumentów pokontrolnych z kontroli beneficjentów, którym przekazano 5,47 mln zł dotacji.
Co się nie zgadza? Największy rozjazd jest między językiem programu a praktyką opisaną przez NIK. Oficjalnie Fundusz Młodzieżowy miał wzmacniać podmiotowość młodych ludzi, ich organizacje i udział w życiu publicznym. W ustaleniach kontroli pojawia się jednak obraz programu, w którym część pieniędzy przechodziła przez zbyt słabe sito, a efekty nie dawały pewności osiągnięcia celów.
Drugi rozjazd dotyczy samej logiki wsparcia. Program miał pomagać inicjatywom młodzieżowym, które często nie mają doświadczenia w ubieganiu się o środki publiczne. To uzasadnia wsparcie, ale nie uzasadnia obniżenia standardów kontroli. Wręcz przeciwnie: im mniej doświadczony beneficjent, tym bardziej państwo powinno pilnować jakości projektu, kompetencji osób realizujących zadanie i dokumentowania efektów.
Trzeci rozjazd dotyczy pomocy technicznej. NIK stwierdziła, że Instytut nie zrealizował podstawowego celu Priorytetu 4, którym było zapewnienie właściwego zarządzania, wdrażania i promocji programu. Jeżeli pieniądze techniczne, przeznaczone na sprawne zarządzanie programem, same stają się przedmiotem zarzutu niegospodarności, problem przestaje być punktowy. Dotyczy zaplecza całego mechanizmu.
Narracja wokół takich programów ma naturalną przewagę emocjonalną. Młodzież, obywatelskość, aktywizacja, rady młodzieżowe, demokracja lokalna - to słowa, które ustawiają odbiorcę po stronie poparcia. Nikt rozsądny nie chce być przeciwko angażowaniu młodych ludzi w sprawy publiczne. Właśnie dlatego programy o tak pozytywnym celu wymagają bardziej, a nie mniej ostrego nadzoru.
Mechanizm komunikacyjny polega na tym, że cel zasłania narzędzie. Obywatel słyszy: wzmacniamy młodych, wspieramy aktywność, budujemy społeczeństwo obywatelskie. Rzadziej słyszy pytania: kto oceniał wnioski, czy eksperci byli niezależni, czy beneficjenci mieli doświadczenie, czy dotacje rozliczono rzetelnie, czy kontrola była realna, czy dokumenty pokontrolne w ogóle powstały.
To nie jest argument przeciwko Funduszowi Młodzieżowemu jako idei. To argument przeciwko wygodnemu myśleniu, że społecznie atrakcyjny cel sam rozgrzesza procedurę. Dobre hasło nie może zastąpić mechanizmu kontroli. Im bardziej miękki jest język programu, tym twardsze powinny być kryteria wydawania pieniędzy.
Dla obywatela ta sprawa ma dwa wymiary. Pierwszy jest finansowy: publiczne pieniądze nie są niczyje, nawet jeśli idą na cel, który dobrze wygląda w komunikacie. 10,3 mln zł nieprawidłowości przy dotacjach i ponad 1,1 mln zł działań niegospodarnych przy pomocy technicznej to konkretne kwoty, które powinny uruchamiać pytanie o odpowiedzialność instytucjonalną.
Drugi wymiar jest społeczny. Jeśli programy dla młodzieży działają źle, tracą nie tylko podatnicy. Tracą także młodzi ludzie i organizacje, które naprawdę mogłyby wykorzystać wsparcie do budowy rad, projektów obywatelskich i kompetencji społecznych. Zły mechanizm selekcji nie tylko marnuje pieniądze. On wypycha z systemu tych, którzy nie mają dostępu do układów, doświadczenia w dotacjach albo zaplecza organizacyjnego.
Najbardziej gorzki paradoks jest taki, że program mający uczyć młodych zaufania do życia publicznego może sam stać się lekcją nieufności. Jeżeli młody człowiek widzi, że pieniądze publiczne nie zawsze trafiają przez przejrzysty i uczciwy mechanizm, dostaje bardzo praktyczną edukację obywatelską. Tyle że odwrotną od tej, którą państwo obiecało.
Moim zdaniem ta kontrola jest szczególnie ważna, bo odbiera polityce wygodną tarczę dobrych intencji. Nie wystarczy powiedzieć: młodzież, aktywizacja, społeczeństwo obywatelskie. Państwo musi jeszcze udowodnić, że pieniądze wydaje w sposób odporny na konflikt interesów, słabą ocenę, pozorne efekty i kontrolę prowadzoną po fakcie.
Największy zarzut nie polega na tym, że program istniał. Przeciwnie: sensowny program wzmacniania młodzieży jest państwu potrzebny. Zarzut polega na tym, że według NIK mechanizm został zbudowany i prowadzony tak, jakby cel społeczny miał sam unieść ciężar jakości. Nie uniósł. Dobra intencja nie zastąpiła kompetentnej selekcji, a sprawozdanie beneficjenta nie zastąpiło realnej kontroli.
To jest sprawa o kulturę państwa. Jeżeli dotacje publiczne są przyznawane w programie, który ma wychowywać obywatelsko, procedura musi być wzorem. Tu nie wystarczy naprawa kosmetyczna. Potrzebne są jasne reguły wyłączenia ekspertów, twarda weryfikacja doświadczenia beneficjentów, obowiązkowe kontrole ryzyka i publiczne rozliczenie efektów.
Co dalej? NIK skierowała rekomendacje do Przewodniczącego Komitetu do spraw Pożytku Publicznego oraz do NIW-CRSO. Dotyczą one m.in. weryfikacji założeń programu, realności wskaźników, potencjału kadrowego do obsługi i kontroli programów tematycznych, jakości pracy ekspertów oraz ograniczenia możliwości powierzania zadań organizacjom z niedostatecznym doświadczeniem. Dalszej weryfikacji wymagają konkretne decyzje naprawcze: zmiany regulaminów konkursów, skład i zasady pracy ekspertów, dokumenty po kontrolach beneficjentów, informacja o ewentualnych zwrotach środków oraz sposób rozliczenia projektów, które NIK uznała za problematyczne. Dopiero te dokumenty pokażą, czy kontrola NIK stanie się początkiem realnej korekty, czy tylko kolejnym raportem odłożonym na półkę.
Fundusz Młodzieżowy miał uczyć młodych ludzi udziału w życiu publicznym. Po kontroli NIK państwo samo dostało lekcję: obywatelskości nie buduje się pieniędzmi rozdawanymi przez słabe sito. Młodych ludzi nie wychowuje się do zaufania deklaracją. Wychowuje się ich przykładem państwa, które potrafi uczciwie rozliczyć własne programy.
Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.
Czytaj również


Bilet, plan i budżet ponad gminami. Metropolia pomorska jako test nowej samorządowej władzy.
Rządowy projekt ustawy o związku metropolitalnym w województwie pomorskim ma dać Gdańskowi, Gdyni, Sopotowi i okolicznym samorządom narzędzie do wspólnego zarządzania transportem, przestrzenią i częścią inwestycji. Problem polega na tym, że pod eleganckim hasłem integracji powstaje nowy poziom realnej władzy: z własnym zarządem, urzędem, budżetem i kompetencjami, które dla obywatela mogą okazać się trudniejsze do skontrolowania niż decyzje jednej gminy.


Opieka domowa według standardu. Państwo obiecuje jakość, ale rachunek zostawia gminom.
Sejmowy druk 2611 przesuwa projekt zmian w pomocy społecznej na kolejny etap: usługi opiekuńcze w domu mają być świadczone według jednolitego standardu, a gminy mają je monitorować i oceniać. W dokumentach padają konkretne liczby: 2479 gmin, 2497 OPS i CUS, 111 537 osób korzystających z usług oraz 5994 pracowników wykonujących opiekę. Problem w tym, że państwo mówi o jakości, a w ocenie skutków regulacji nie pokazuje nowych pieniędzy.


Doradca zniknął z listy, rolnik został z wnioskiem. UD253 pokazuje, jak procedura potrafi odciąć ludzi od pomocy.
Projekt UD253 trafił 28 maja 2026 r. na Stały Komitet Rady Ministrów i dotyczy sprawy, która brzmi technicznie tylko do pierwszego terminu w ARiMR. Rząd przyznaje, że duża liczba doradców rolniczych i ekspertów przyrodniczych została skreślona z list, często z powodów losowych: choroby, zwolnienia, urlopu macierzyńskiego albo niedotrzymania formalnego terminu. Skutek jest praktyczny: rolnik może mieć prawo do instrumentu WPR, ale problem ze znalezieniem osoby, która pomoże mu przejść przez dokumentację.


Małe NGO kontra wielkie fundusze. Uproszczenie, które przesuwa kontrolę nad pieniędzmi społeczeństwa obywatelskiego.
Rządowy druk 2597 wygląda jak pakiet dobrych wiadomości dla trzeciego sektora: mniej obowiązkowego wkładu finansowego, wyższe limity małych dotacji i prostsze sprawozdania dla części OPP. Ale w tym samym projekcie znika Fundusz Wspierania Organizacji Pożytku Publicznego, a środki i decyzje dotyczące pieniędzy z 1,5% PIT mają przejść do szerszego funduszu zarządzanego przez Przewodniczącego Komitetu do spraw Pożytku Publicznego. To już nie jest tylko deregulacja. To zmiana mapy wpływu na pieniądze społeczeństwa obywatelskiego.