KAS mówi o 92 tysiącach, policja o 36 tysiącach. Co stało się z resztą kwoty?
Warszawska akcja KAS i Policji przeciw nielegalnemu hazardowi ma mocne liczby: 18 lokali, 80 automatów i 15 zatrzymanych. Jest też detal, który wymaga doprecyzowania, bo dwa oficjalne komunikaty różnią się kwotą zabezpieczonej gotówki: KAS podaje prawie 92 tys. zł, a KRP Warszawa II wskazuje 36,5 tys. zł. Sama różnica nie dowodzi nadużycia, ale w sprawie gotówki, zarzutów i nielegalnych automatów publiczne liczby powinny składać się co do złotówki.

Warszawski nalot na hazard i dwie kwoty gotówki. KAS mówi prawie 92 tys. zł, Policja 36,5 tys. zł Warszawska akcja KAS i Policji przeciw nielegalnemu hazardowi ma mocne liczby: 18 lokali, 80 automatów i 15 zatrzymanych. Jest też detal, który wymaga doprecyzowania, bo dwa oficjalne komunikaty różnią się kwotą zabezpieczonej gotówki: KAS podaje prawie 92 tys. zł, a KRP Warszawa II wskazuje 36,5 tys. zł. Sama różnica nie dowodzi nadużycia, ale w sprawie gotówki, zarzutów i nielegalnych automatów publiczne liczby powinny składać się co do złotówki. Ministerstwo Finansów - Krajowa Administracja Skarbowa opublikowało 20 maja 2026 r. komunikat o wspólnej akcji Mazowieckiej KAS i Komendy Rejonowej Policji Warszawa II. Działania objęły Mokotów, Ursynów i Wilanów. Według KAS funkcjonariusze skontrolowali 18 lokali z nielegalnymi automatami do gier, zatrzymali 15 osób i zabezpieczyli 80 automatów. To równocześnie lokalna sprawa z trzech dzielnic Warszawy i klasyczny przykład przestępczości gospodarczej działającej tam, gdzie zwykły przechodzień może widzieć tylko kolejny lokal usługowy z przyciemnioną szybą. Komenda Rejonowa Policji Warszawa II opisała tę samą realizację bardziej szczegółowo. Według policyjnego komunikatu pierwszego dnia służby weszły jednocześnie do 10 wytypowanych lokali i ujawniły 45 automatów typu Hot-Spot. Zatrzymano wtedy 10 osób, w tym obywateli Ukrainy i obywatelki Polski. Drugiego dnia funkcjonariusze weszli do kolejnych 8 lokali, gdzie ujawniono następnych 35 automatów. Zatrzymano pięć kolejnych osób: dwóch obywateli Polski, obywatela Białorusi i dwóch obywateli Ukrainy. Najważniejszy mechanizm jest prosty. Według służb w lokalach organizowano gry o wygrane pieniężne bez wymaganych zezwoleń i koncesji. W praktyce takie punkty działają jak osobna, cicha gospodarka: automat stoi, klient gra, gotówka krąży, ale publiczny nadzór i legalne zasady są wypychane za drzwi. KAS przypomina, że organizowanie gier bez koncesji oznacza wysokie kary finansowe i może wiązać się z odpowiedzialnością karną do 3 lat pozbawienia wolności. Najciekawszy fragment tej sprawy dotyczy jednak nie automatów, lecz oficjalnych liczb. Komunikat KAS podaje, że funkcjonariusze zabezpieczyli prawie 92 tys. zł w gotówce, telefony, nośniki pamięci i dokumentację. Komunikat KRP Warszawa II wskazuje natomiast, że podczas dwudniowych działań zabezpieczono 80 automatów oraz 36 500 zł w gotówce. W policyjnym opisie widać rozbicie tej kwoty na dwa dni: blisko 13 800 zł pierwszego dnia i blisko 22 800 zł kolejnego dnia. To nie jest podstawa do insynuacji, że pieniądze zniknęły albo że ktoś błędnie rozliczył akcję. Może istnieć proste wyjaśnienie: KAS mogła liczyć szerszy zakres zabezpieczonych środków, inny etap czynności albo gotówkę ujętą w odrębnych protokołach. Problem polega na tym, że obywatel czytający dwa oficjalne komunikaty dostaje dwie różne liczby dotyczące tej samej operacji. W sprawie hazardu, gotówki i zarzutów taka różnica działa jak sygnał ostrzegawczy na pulpicie: nie przesądza awarii, ale wymaga wyjaśnienia. Potwierdzone są: skala działań, liczba lokali, liczba automatów, liczba zatrzymanych, zarzuty dotyczące nielegalnego prowadzenia gier hazardowych oraz dodatkowe informacje o osobie poszukiwanej listami gończymi, mężczyźnie przebywającym nielegalnie na terytorium Polski i ujawnieniu środków odurzających przy jednej z osób. Potwierdzona jest również sama rozbieżność między komunikatami: KAS i Policja podają różne kwoty gotówki. Do wyjaśnienia pozostaje, czy różnica wynika z odmiennego sposobu liczenia zabezpieczeń, późniejszego uzupełnienia danych, odrębnych czynności KAS lub Policji, czy zwykłego błędu komunikacyjnego. Status sprawy jest procesowy: zatrzymani usłyszeli zarzuty, ale nie ma prawomocnych wyroków. W materiale nie ma podstaw do przypisywania winy poza tym, co wynika z oficjalnych komunikatów służb. Najprostsza puenta jest też najbardziej urzędowa: jeżeli państwo pokazuje skuteczną akcję przeciw podziemiu hazardowemu, powinno równie skutecznie pilnować własnych liczb. Bo w walce z nielegalnym hazardem automaty są tylko częścią historii. Druga część to zaufanie, że po zamknięciu lokalu publiczny rachunek zgadza się co do złotówki, a nie tylko co do kierunku.
Czytaj również


Słowenia: EPPO oskarża pięć firm o próbę wyłudzenia środków RRF. Ministerstwo zatrzymało wypłatę w ostatnim momencie
W Słowenii EPPO skierowała do sądu akt oskarżenia przeciw pięciu firmom i ich przedstawicielom w sprawie prób wyłudzenia środków z unijnego RRF. Według komunikatu z 12 maja 2026 r. chodzi o nabór dla pracodawców osób z niepełnosprawnościami, w którym kluczowe dokumenty miały potwierdzać kompetencje wykonawcy, choć w ocenie śledczych były fałszywe. Ministerstwo wychwyciło sygnał na czas i nie wypłaciło pieniędzy, ale sama konstrukcja pokazuje, jak blisko publiczne fundusze były nienależnej wypłaty.


400 mld zł poza głównym radarem budżetu? NIK ostrzega przed rozproszeniem finansów państwa.
Finanse publiczne bywają najgroźniejsze nie wtedy, gdy krzyczą z pierwszej strony ustawy, lecz wtedy, gdy trafiają na boczny rachunek. Analiza NIK wykonania budżetu za 2024 r. pokazuje, że ustawa budżetowa kolejny rok nie była pełnym obrazem państwowej kasy: wydatki 20 funduszy obsługiwanych przez BGK wyniosły 135,4 mld zł, czyli 16,2 proc. wydatków budżetu państwa. GUS podał, że deficyt sektora rządowego i samorządowego wyniósł 239,8 mld zł, a dług według metodologii UE przekroczył 2 bln zł. Różnica między długiem liczonym krajowo i unijnie to według NIK 400,2 mld zł. Formalnie to nie musi być nielegalne. Społecznie wygląda jednak jak druga karta kredytowa państwa: rachunek nie znika tylko dlatego, że leży w innej szufladzie.


625 jednoofertowych postępowań. Dokumenty mają odpowiedzieć dlaczego
Po miliardowych programach cyberbezpieczeństwa przyszedł czas na pytanie mniej efektowne, ale bardziej śledcze: kto faktycznie sprzedaje państwu cyberodporność. Z publicznego API BZP/e-Zamówienia pobraliśmy ogłoszenia wynikowe z lat 2024-2026 zwrócone dla fraz związanych z programami Cyberbezpieczny Samorząd i Cyberbezpieczne Wodociągi. W próbie znalazło się 2138 ogłoszeń wynikowych, z czego 1084 zakończyły się zawarciem umowy, a suma znanych wartości wyniosła 364,1 mln zł. Najbardziej zapala lampkę nie lista firm, lecz konkurencja: wśród ogłoszeń z podaną liczbą ofert 58,1 proc. miało tylko jedną ofertę. To nie dowód patologii. To zaproszenie do kontroli, zanim grantowy cennik stanie się nową normalnością.


Jednoofertowe przetargi w cybergrantach. Problem rynku czy konstrukcji zamówień?
Poprzednia analiza rynku cybergrantów pokazała problem konkurencji. Teraz zawężamy obraz do postępowań, w których po publiczne pieniądze zgłosił się tylko jeden oferent. W próbie BZP/e-Zamówienia obejmującej ogłoszenia wynikowe związane z programami Cyberbezpieczny Samorząd i Cyberbezpieczne Wodociągi znaleźliśmy 625 zawartych umów z jedną ofertą. Ich znana wartość to 244,36 mln zł, czyli 67,1 proc. wartości wszystkich umów w badanej próbie. Jedna oferta nie jest dowodem naruszenia prawa, ale przy zakupach cyberbezpieczeństwa jest sygnałem alarmowym: trzeba sprawdzić SWZ, terminy, pakietowanie, ceny i odbiory. Bo samotna oferta nie musi być podejrzana. Ale publiczne pieniądze nie powinny być samotne bez wyjaśnienia.